.

Najpierw zrobiłam sobie herbatę z cytryną, potem zgasiłam górne światło, włączyłam lampkę, podkuliłam nogi na kanapie… i przeczytałam ten, nie nowy, ale dopiero teraz mój, tomik wierszy od deski do deski, na głos. I wszystko przemówiło bardziej. Wybrzmiało. A melodyka wierszy jakby dopiero w tym momencie zadziałała naprawdę. Nieoczekiwanie zdemaskowałam fenomen autorki. Odtajniłam to, co tajne przecież nie było. Czasem oczy to za mało po prostu.

 

Zaszufladkowano do kategorii Kategoria | Dodaj komentarz

.

Sezon łyżwiarki w rozkwicie. Chodzę na lodowisko gdy tylko mogę. Sama. Ponieważ wciąż uczę się nowych rzeczy, najlepiej mi w dni robocze. Wtedy garstka pasjonatów na lodzie, dużo miejsca, swoboda… bo wstydu w tym temacie dawno już nie mam. To też przywilej wieku chyba. Teraz, przy zwyczajnym doskonaleniu przeplatanek w każdą stronę, zwolnionego piruetu, ćwiczę prosty skok. Taki malutki, tyci w sumie, ale jednak.

I spotykam tam czasem Pana, sporo starszego ode mnie, który nie jeździ na lodzie. On na lodzie tańczy. Porozmawialiśmy parę razy, pokazał mi to i owo, polecił nad czym powinnam popracować. Któregoś razu chwaląc jego umiejętności powiedziałam, że z przyjemnością na niego patrzę, bo porusza się z taką gracją.. a on to, że lubi patrzeć na mnie, że on ma technikę, ale to ja mam grację i urodę. No miło mi było i… prawie uwierzyłam 😉

Zaszufladkowano do kategorii Kategoria | 2 komentarze

.

A są tacy, których boli mój uśmiech, radość której nie powinno być, umiejętność cieszenia się z niczego. Pewnie łatwiej byłoby im gdyby wiedzieli, ile kosztuje mnie dmuchanie tego balona aprobaty dla wszystkiego co wokół. Jak żmudna to praca. Jak mało widowiskowa. Ale mnie szkoda czasu na tłumaczenie. Poza tym podobno można umrzeć ze śmiechu. Nie chciałabym mieć nikogo na sumieniu.

 

Zaszufladkowano do kategorii Kategoria | Dodaj komentarz

.

Noga za nogą, wolniej, szybciej, ale wciąż bardziej lekko niż ospale, jeszcze z nadzieją, chociaż bywa że przez łzy. Głowa wysoko, bo szepcze nieznane, a słowa Szymborskiej, tak bliskie codzienności, jednak sterują w ulotność. Zachwyca prawie wszystko i prawie wszystko smuci. W harmonii z tym co głęboko, choć na przekór temu co oczywiste. Pomiędzy nostalgią i wariactwem granica niepewna, niezrozumiała i a może nie ma jej wcale. Wciąż w niedosycie, wiecznie w nadmiarze. Generalnie współbrzmiąc po trochu z każdym, a jednak z nikim.

 

Zaszufladkowano do kategorii Kategoria | 2 komentarze

.

Mamy dziewięciu kandydatów na prezydenta miasta. Przy poprzednich wyborach pokazałam Kasi twarze wszystkich i poprosiłam o wytypowanie zwycięzcy. Miała rację. Teraz zrobiłam to samo. Nie ma wątpliwości. Ale po poprzednim sukcesie zażyczyła sobie 5 zł jeśli ponownie wskaże zwycięzcę. Jeszcze chwila i okaże się czy intuicja jej nie zawiedzie. A jeśli tak, to ciekawe ile zażyczy sobie przy kolejnych wyborach?

 

 

Zaszufladkowano do kategorii Kategoria | 6 komentarzy

.

Wybrałyśmy się na poszukiwanie nowych bluz. Wskazana była czerwona (jakaż odmiana przy ostatnio preferowanym przez Kasię czarnym kolorze!) i może coś jeszcze. Przymierzanie, donoszenie, nie ten krój, nie ten kolor, za droga, źle leży. I nagle jest, zauważona na wieszaku – krwistoczerwona z literą B na piersiach! A nasze nazwisko zaczyna się na B! Zabrała do przymierzalni i dopiero gdy założyła zauważyłam napis na plecach – Bieber i coś tam jeszcze – na co zwróciłam jej uwagę.

Zdejmowała bluzę jak oparzona! Zabierz ją, zabierz! – stękała pozbywając się ubrania.

No nie lubi.

 

Zaszufladkowano do kategorii Kategoria | Dodaj komentarz

.

Leśna ścieżka przecinana tygrysimi paskami słońca, wiła się w znanym kierunku. Nic nie dziwiło, ale wciąż zachwycało. Fioletowe dzwonki, liście w kropkach naznaczone szpetnym/pięknym szablonem, cień brzozy, łódeczki kory, mrówki wcale nie ospałe i wietrzyk wcale nie natarczywy. Krok za krokiem, słowo za słowem, świat zdawał się coraz bardziej dobroduszny. Wskazane stało się zbawiennym, nieszukane odnalezionym.

 

Zaszufladkowano do kategorii Kategoria | Dodaj komentarz

.

Wchodziłam po schodach do biura, gdy zrównał się ze mną. Minę miał nadętą. Zagaiłam coś o pięknej pogodzie, ładnym dniu, pozytywnie, z uśmiechem. Spojrzał i burknął:

– A Ewa to ma chyba muchy w nosie

– Może to ty je masz – odparłam nie zastanawiając się zbytnio i poszłam do siebie

Okazało się potem, że po powrocie z Londynu nie przyszłam do niego i nie opowiedziałam o pobycie. Bo on przecież tyle mi doradzał. Nieważne, że siedzi w pokoju z kilkoma innymi facetami, z których nie wszystkich lubię. I nie każdy lubi mnie. Kto był ciekaw to przyszedł i zapytał, albo choćby zagadał na korytarzu.

 

Zaszufladkowano do kategorii Kategoria | Dodaj komentarz

.

Nocą budzą się lęki, drobne przerażenia, tycie niepokoje. Ciszą wybudzone, przeciągają się zalotnie, kiwają palcem beztrosce, puszczają oko i kołyszą na boki. Niech tylko oddech się uspokoi, niech tylko ciało odpręży. Zakładają buty na szpilkach, odpalają szampana, stukają kieliszkami. Dyskutują o wszystkim i o niczym. Kłócą, jazgoczą. Wtedy budzę się zbyt wcześnie i mimo tego, że mogłabym jeszcze pospać, że chciałabym, w głowie taki zamęt, że nic z tego. Przewracam się z boku na bok, zamykam oczy próbując zagłuszyć krnąbrnych, myślę o fajnych rzeczach, o morzu, falach, piasku, a słyszę że zegar tyka w kuchni, że woda ciurka w sedesie, myślę o wypadającej śrubce w drzwiach samochodu, o wizycie u lekarza, kontroli Kasi, ile Adam spędzi czasu w samochodzie, że powinnam pomalować ścianę, położyć coś na podłodze w łazience, dlaczego to, po co tamto, nie dam rady, zagubię się, nie umiem, robię źle, a może dobrze, że jeszcze z 15 kg pomidorów na przeciery, że nikt mnie nie widzi, szczególnie tej w środku, że znowu zapłacę karę w bibliotece, żal, zazdrość, gdzie schowałam te notatki z wakacji, bolą mnie plecy, powinnam, a właśnie że nie, niech mnie przytuli, pić mi się chce, ten dywan taki brudny, kuchenki nie mogę doczyścić, a jak stracę pracę, a jak zachoruję, bilet do teatru odebrać, z kurtki wyrosła, narysuję, czy wytrwam, szampon się skończył…

 

Zaszufladkowano do kategorii Kategoria | 2 komentarze

.

Kasia nie cierpi matematyki. Trudno mi to zrozumieć, bo ja zawsze lubiłam ten przedmiot, a rozwiązywanie zadań, drążenie, rozgryzanie ich tajników było dla mnie przyjemnością. Gdy zadaję Kasi coś dodatkowego (dla utrwalenia tematu) ta nagada się zawsze niemiłosiernie, a teksty typu – nienawidzę tego, znęcasz się nade mną, jesteś straszna itd. są na porządku dziennym. Jakież było moje zdziwienie gdy któregoś dnia, po przeprawie przez chemię i fizykę (nowe przedmioty w siódmej klasie), przyszedł czas na pracę domową z matematyki, i Kasia biorąc zeszyt do ręki, westchnęła z ulgą:

 – No, teraz to już łatwizna

Zaszufladkowano do kategorii Kategoria | Dodaj komentarz