.

Ostatnio ulubione:

Posted in Kategoria | Leave a comment

.

 

Niedzielny park był życzliwy. Lekko mroźne powietrze, słońce na skrzydłach łabędzi, liczne kaczki w stołówce z naszej reklamówki, delikatna, śnieżna powłoczka śniegu na zabłotniałych rabatkach. A mini wodospad burzliwy i głośny. Trochę zdjęć pstrykałam. Trochę Snapów. Kasia widząc moje fotograficzne zacięcie, nabijała się ze mnie ze śmiechem:

– Mamuś, zobacz jaka piękna kacza kupa! Trzeba zrobić Snapa!

– Jaki piękny kosz na śmieci! Szybko zdjęcie!

– Jaka cudowna dziura!

Oj tam, oj tam. Przesaaaaaaaaaaaaaadza.

 

 

Posted in Kategoria | Leave a comment

.

– Tylko nie zaglądaj do tej reklamówki – nakazał Adam w grudniu, utykając na swojej szafie, za zdjęciem, spore zawiniątko.

Zastosowałam się. Minęły Święta, Sylwester. W połowie stycznia Adam pojawił się na chwilę w domu. Siedziałam u niego w pokoju i zwróciłam uwagę na tajemniczy pakunek. Zapytałam czy to wciąż nie do ruszenia. Adam przez chwilę nie rozumiał o co chodzi, ale potem przypomniał sobie i ze śmiechem sięgnął po reklamówkę.

A tam drobiazgi – prezenty pod choinkę.

 

 

Posted in Kategoria | Leave a comment

.

Brak oczu w których mogłabym się przejrzeć. Zobaczyć siebie taką, jaką lubię. Brak kogoś kto doceniłby mój uśmiech, kto pochyliłby się nad moją łzą, zapytał na co mam ochotę i czy pójdziemy na spacer. Brak kogoś kto by mnie kochał. Dla kogo byłabym wyjątkowa. Wsparta na takim ramienia byłabym znacznie lżejsza. Wiotka nawet. I łatwiej uwierzyłabym w swoją wartość. A tak, krok po kroku, uczę się doceniać siebie bez wspomagania. Ślamazarnie mi idzie.

 

Posted in Kategoria | Leave a comment

.

Nie byłam pewna tego babskiego spotkania zaplanowanego na piątkowe popołudnie, ale potrzebowałam odmiany. Dotarło nas całkiem sporo. Obiad, przystawki, trunki. Wszystko smaczne, muzyka w tle, róże w wazonie, towarzystwo wesołe więc i alkoholu nie odmówiłam. A mnie niewiele potrzeba.  Szmera w głowie miałam całkiem szybko. Nie tylko ja zresztą. Gadałyśmy jak najęte, zagrzmiałyśmy 100 lat i gwiazdkę pomyślności– nie wiem dla kogo i po co, i tak zeszło nam kilka godzin.  Ostatnią 6-tkę (w tym mnie) zgodził się porozwozić do domów mąż koleżanki. Zgodził się – źle powiedziane – postawiony został przed faktem i niespecjalnie mógł odmówić. Władował nad do sporego wozu, ruszył i ze spokojem (choć z niezbyt zadowoloną miną) wysłuchiwał śpiewów typu „Na pożegnanie wszyscy razem…” czy „Ogniska już dogasa blask”. A w domu, przygotowując sobie kąpiel, śmiałam się do wody lecącej z kranu.

Nie żałuję.

 

Posted in Kategoria | Leave a comment

.

– Co tam oglądasz? Na lekcji nie wolno mieć komórki – wytknęła Kasi któraś  z koleżanek

– Oglądam rysunki mojej mamy

– To twoja mama rysuje? Pokaż

Prace się podobały. Ale zdziwienie się wzmogło gdy Kasia dodała:

– I moja mama nie lubi telewizji

– To co robi???

– Rysuje, maluje, wycina, klei, pisze, nie usiedzi w miejscu

– No coś ty. Moja to albo w komórce albo przy telewizorze.

 

Posted in Kategoria | Leave a comment

.

Cieszę się, że dotarłam na spotkanie z Powstańcem Warszawskim Panem Janem Ryszardem Sempką ps. „Sztychnicki”, które zorganizowano w jednym z naszych klubów.  Frekwencja całkiem spora, harcerze, jakiś pułkownik z żoną, trochę młodzieży, ale w przeważającej ilości ludzie dojrzali.  I gość. Przygarbiony, o laseczce, w towarzystwie wnuka. Jego opowieść, pełna szczegółów, dat, nazwisk, ulic, przerywana wstawkami muzycznymi, trwała około dwóch godzin. Zawsze wzruszam się przy takich okazjach – tym razem było podobnie, a przy końcowych oklaskach tej jednej łzy nie udało mi się zatrzymać. Przy okazji wspomnień, Pan Jan wskazywał jak często w jego życiu pojawiała się liczba 13. Począwszy od urodzin, poprzez powstanie, pobyt w obozie koncentracyjnym, dalsze życie…

A ja trzymałam w kieszeni spodni numerek z szatni – z 13 właśnie.

Lubię takie zbiegi okoliczności. Doszukuję się w nich głębszych znaczeń. 😉

Posted in Kategoria | Leave a comment

.

Moja kolej na dowożenie nas do pracy. Wstałam trochę wcześniej niż zwykle, żeby oczyścić samochód ze śniegu. Poszło sprawnie, bo chociaż śniegu dużo i ciężki, zmiotka załatwiła sprawę. Koleżanka tez przyszła szybciej.

– Chciałam ci pomóc, a ty już wszystko zrobiłaś sama – zauważyła

– Bo ja już od dawna radzę sobie sama i nie jestem bezbronną dziewczynką – odpowiedziałam żartobliwie

Nieprawda.

Jestem.

 

 

Posted in Kategoria | Leave a comment

.

Ostatni film z dokumentalnego cyklu w naszym kinie. Tym razem o Bobbi Jene Smith, tancerce. Wbił mnie w fotel, wzruszył, zaskoczył. Trochę o miłości, trochę o tęsknocie, trochę o walce, trochę o wyborach, a najwięcej o tańcu, który te wszystkie elementy zespalał i wizualizował. O tańcu zwierzęcym, mocnym, brudnym, prowokacyjnym, ekstremalnym. Po seansie, słyszałam rozmowę pary siedzącej z mną – że obraz ciężki, ciekawy, ale ten taniec niezrozumiały. A ja tak bardzo czułam! A ja dziękując organizatorce za możliwość doświadczenia tych wszystkich filmów, nie umiałam sklecić mądrego zdania!

I płakałam w samochodzie wracając do domu.

 

 

Posted in Kategoria | Leave a comment

.

W jakiejś pięknej reklamie pewnego biura podróży, zobaczyłam cudowny, ośnieżony domek. Gdzieś w lesie, na odludziu, oświetlony klimatycznymi lampkami. W jasnych oknach widać było ciepłe wnętrza z kominkiem, fotelem, kocem. I podpis w stylu – Kogo bliskiego chciałbyś tam ze sobą zabrać? A ja od razu pomyślałam – nikogo, chciałabym być tam sama.

Ta świadomość nie daje mi spokoju od wielu dni…

 

Posted in Kategoria | 2 komentarze