.

Kasia twierdziła zawsze, że Pani od matematyki jest strasznie gruba. Że prawie się w drzwiach nie mieści. Ja nie miałam okazji spotkać się z Panią osobiście. Oponowałam, zrzucając te niechlubne teksty na karb specyficznej relacji między ową Panią a uczniami. Bo zołza, bo złośliwa, bo psychiczna. I któregoś dnia, odwracając się od półki z jogurtami w Biedronce, utkwiłam wzrok w wielkiej pupie. Ogromnej. Potem przeniosłam wzrok na głowę i zarejestrowałam blond warkocz, który również znałam tylko z opisów.

– Chyba widziałam twoją Panią od matematyki w sklepie – oznajmiłam Kasi opisując jednocześnie wygląd napotkanej
– I widzisz, że nie przesadzałam?! – ona na to
– No…rzeczywiście…- tu przez chwilę rozważałam możliwe przyczyny tego jej wyglądu – może powinnam podejść i się przedstawić? – dorzuciłm
– I co byś powiedziała? Że jak ją rozpoznałaś? – Kasia przytomnie – po warkoczu???!!!

Zaszufladkowano do kategorii Kategoria | 2 komentarze

.

Mam takie miejsce nad jeziorem. Ma sens tylko rano, bo w innych godzinach towarzystwo ludzi zepsułoby całą jego magię. Blisko wody leży złamany konar. Na tyle gruby, że można na nim usiąść całkiem wygodnie. Słońce świeci wtedy prosto w oczy, chociaż wraz z dojrzewaniem wiosny liście nad głową zaczynają tworzyć nieszczelny (na szczęście) baldachim. Łatwo tam trafić. Trzeba iść brzegiem jeziora, minąć wędkarza, potem drugiego, czasem trzeciego, a bywa że i czwartego. No i potem to już jestem ja. Chociaż mam wrażenie, że coraz bardziej wtapiam się w tło, przy odrobinie wysiłku, można mnie zobaczyć. I dosiąść się. Ale niekoniecznie rozmawiać.

Zaszufladkowano do kategorii Kategoria | 1 komentarz

.

To tylko przystanek. Bo autobus jadący gęstym miastem zatrzymał się w polu. A ja, przysypiająca w widoku mijanych blokowisk, przebudziłam się nagłym postojem. Wysiadłam, poczułam wiatr we włosach, zachwyciłam chwastem przy drodze. Siedzę na trawię grzejąc twarz w słońcu. Niewiele z tego mam. Odprężenie, zmiana perspektywy, łyk zimnej wody. Póki co musi wystarczyć. Bo droga nad morze długa raczej.

Zaszufladkowano do kategorii Kategoria | Dodaj komentarz

.

Ptaki śpiewają jak nigdy. A może nigdy tak się w te trele nie wsłuchiwałam? Rano, też w mieście, gdy idę na spacer, towarzyszą mi wszędzie. A w lesie! To już w ogóle szaleństwo! Najgłośniejsze są te najmniejsze, których czasem nie mogę nawet wśród drzew wypatrzeć. Rozmowy. Jeden tu, drugi w innym miejscu odpowiada. I to trwa. Ten ich śpiew jest taki naturalny, swobodny, kojący, że gdy idąc leśną drogą, w którymś momencie dotarłam do miejsca gdzie nie śpiewały, poczułam się dziwnie. Zatrzymałam, rozejrzałam dookoła wypatrując niebezpieczeństwa. Cokolwiek to znaczy. Niby nic. Przeszłam jeszcze kilkanaście metrów. Zatrzymałam znowu.

Zawróciłam.

Zaszufladkowano do kategorii Kategoria | 2 komentarze

.

Jeszcze nigdy nie chodziłam tyle co teraz. Jeśli tylko nie idę do pracy, a pracuję w innym systemie niż dotychczas, wychodzę na poranny, czasem dwugodzinny spacer. Najczęściej nad jezioro, do lasu. Gdy „zamknęli” lasy, spacerowałam mniej uczęszczanymi uliczkami osiedla. Muszę swoje wychodzić, bo cały stres, złość, niezrozumienie, mam w nogach. Głowa korzysta przy okazji. Maseczkę, nie, przepraszam – szmatkę na twarz, zakładam wchodząc do sklepu, autobusu. Gdy czuję, że tak trzeba. Tak samo z rękawiczkami. Zakupy robię rano, wybierając mniej oblegane miejsca. Unikam skupisk nie tylko dlatego, że powinnam, ale dlatego, że ludzie mnie drażnią. Ich paranoja, niechęć, małostkowość, złośliwość wywołują mój opór. Unikam TV, wystarczają mi wiadomości radiowe i muzyka. Nie walczę, nie tłumaczę, nie przekonuję, nie udzielam się w mediach społecznościowych, bo nie wiem co jest słuszne dla ogółu. Ale wiem co jest dobre dla mnie. I tego się trzymam.

Zaszufladkowano do kategorii Kategoria | Dodaj komentarz

.

Nie czuję. A czuję do bólu.

Chcę zupełnie mało. A bardzo dużo.

Nie rozumiem ani trochę. A rozumiem wiele.

Nie mówię. A krzyczę.

Nie patrzę. A widzę zbyt dokładnie.

Jestem dla każdego. A z nikim.

Zaszufladkowano do kategorii Kategoria | Dodaj komentarz

.

W kolejce do kasy, jakaś Pani przede mną, zagaduje uwijającą się ekspedientkę o jakiś produkt:

– Co, wykupili wszystko?

– Nie proszę Pani – odpowiada zapytana – wykupiliśmy.

Zaszufladkowano do kategorii Kategoria | 2 komentarze

.

Pojechałam zrobić większe zakupy. Uległam presji. Nie w godzinach szczytu, ale jednak. Dodatkowa mąka, cukier, makaron. Nie hurtowo, ale mimo wszystko dwa razy więcej niż zwykle. Staram się już nie komentować nawet całej tej sytuacji skoro i mnie się udzieliło. Nie było tłoku, chociaż wypełnione po brzegi wózki dostrzegłam. I właśnie posiadacze takich przepełnionych wózków, stojąc miedzy makaronami a papierem toaletowym (a raczej pomiędzy wspomnieniami o nich), rozmawiali między sobą:

– Pogłupieli ci ludzie no nie? – podśmiechiwał się jeden

– No daj spokój, pojebało ich chyba

Zaszufladkowano do kategorii Kategoria | Dodaj komentarz

.

Mój osiedlowy wielbiciel emeryt, według którego podobna jestem do Julii Roberts, ma dla mnie zawsze uśmiech czy miłe słowo. Zagada w sklepie, powie coś sympatycznego gdy mija mnie na chodniku. Dziś rano, w piekarni, jak zwykle się przywitał, a gdy wychodziłam dorzucił:

– Niech Pani na mnie spojrzy!

– Tak? – spojrzałam z uśmiechem

– Żebym zapamiętał.

Zaszufladkowano do kategorii Kategoria | Dodaj komentarz

.

Ptaszki śpiewają, dzięcioły stukają, trawka się zieleni, słońce.. Zachwycam się.

– Ale pięknie! – zwracam uwagę Kasi – posłuchaj, ale śpiewa ten ptak!

– Kurwa, serio?

Zaszufladkowano do kategorii Kategoria | Dodaj komentarz