.

Godzina 11:11 chodzi za mną. Aż tak często nie sprawdzam czasu na zegarze, a jednak wśród tych chwil, powtarza się ta właśnie. Jak wskazówka, mrugnięcie okiem, podpowiedź. Nie rozumiem, ale tam najgłębiej, czekam na wyjaśnienie. Oby dotyczyło czegoś dobrego.

Zaszufladkowano do kategorii Kategoria | Dodaj komentarz

.

– Ty jesteś carpe diem, a ojciec, to takie memento mori.


Tak nas kiedyś, dosyć trafnie, chociaż z dużym uproszczeniem, podsumował Adam. Mnie i Maćka. Moglibyśmy się fajnie uzupełniać.

Zaszufladkowano do kategorii Kategoria | Dodaj komentarz

.

Mój osobisty wielbiciel osiedlowy, w wieku taty, niezmiennie mnie zaskakuje.
Tym razem w niedzielę rano.
Jak często mi się zdarza w wolne dni, poszłam na spacer. Po godzinie 8-ej byłam już spory kawałek od domu. Przyjemny chłodek, słońce, puste chodniki, prawie puste ulice. I nagle do chodnika, którym szłam, podjeżdża samochodzik (który wcześniej jechał w przeciwnym kierunku), odsuwa się szybka, a za kierownicą znajomy, uśmiechnięty Pan raczący mnie słowami:
– Byłbym zaszczycony gdybym mógł podwieźć Panią do domu
Odmówiłam, bo spaceru bardzo potrzebowałam. Pan był niepocieszony, ale grzecznie życzył mi miłego dnia, ponownie zawrócił i odjechał. A ja uśmiechałam się do siebie…długo…


Zaszufladkowano do kategorii Kategoria | Dodaj komentarz

.

Koleżanka była z rodziną na weselu. Nie chciała robić zdjęć, więc swój aparat, z prośbą o uwiecznienie wszystkiego, przekazała 8-letniemu synowi. Gdy po wszystkim przeglądała fotki, na żadnej nie zobaczyła siebie (a miała wyjątkową kieckę podobno), ani młodszej córki. Starsza córka na dwóch zdjęciach tyłem, panna młoda w zbliżeniu, że szczegółów sukienki nie uświadczysz, lub z daleka, pan młody przypadkiem. Tata fotografa na kilku zdjęciach, ale nie ma co podziwiać w sumie. Sporo jest natomiast zdjęć stołów, też, a może zwłaszcza, bez biesiadników, wyjścia na ogród, krzaków na zewnątrz, podestu dla orkiestry bez orkiestry i zbliżeń twarzy chłopca. Plus filmik z wesołą, gibką mamą pana młodego, której wesołość podobno niektórych drażniła, bo jak wiadomo, w pewnym wieku, luz i radość nie przystoi. No i są co najmniej trzy zdjęcia plamy na obrusie. Pokaźnej.

Zaszufladkowano do kategorii Kategoria | 2 komentarze

.

A bywa i tak, że Kasia mi odburknie, opędza jak od muchy, wyprasza z pokoju, bo nawet jedno moje słowo jest za dużo, Adam na telefon reaguje półsłowami, nic go nie interesuje, o nic nie zapyta, nikt mnie nie kocha, nikomu nie jestem potrzebna, więc siadam na podłodze w kuchni, opieram o szafkę i płaczę.

Zaszufladkowano do kategorii Kategoria | 1 komentarz

.

W trakcie rodzinnego spotkania wchodzimy na temat niespodziewanego, w krótkim czasie, przybrania na wadze Adama. Bo długo nie działo się w tej kwestii nic, a było pożądane przez samego zainteresowanego.


– Próbowałem różnych sposobów – podsumowuje, z charakterystycznym dla siebie spokojem, Adam – byłem u dietetyka, czytałem na ten temat, robiłem badania, krew, tarczyca i inne, aż w końcu zastosowałam jedną metodę – i tu następuje pełna napięcia przerwa w wypowiedzi, wszyscy cichną, nastawiają uszu – zacząłem jeść.

Zaszufladkowano do kategorii Kategoria | 1 komentarz

.

Kasia zaplanowała wyjście z koleżanką. Piszę więc do niej na Messengerze będąc w pracy:
– Jest chłodno i pada, może lepiej nie bierzcie rowerów, weź kurtkę przeciwdeszczową w plecak i bluzę jakąś…
-A ty weź głęboki wdech i wydech – ona na to

Zaszufladkowano do kategorii Kategoria | 2 komentarze

.

Rozmawiamy o różnych sytuacjach w pracy. Kolega stwierdza, że lubi do mnie przyjść pogadać. I że nasze konflikty nie są długotrwałe. Raczej mało bolesne.
– Bo ty jesteś jak mina hukowa raczej – porównuje – nie taka zaczepna czy odłamkowa, co porani… swoje zrobisz, ale blizn nie zostawisz, łatwiej wrócić.
Tak chyba mam w pracy
Powtarzam. W pracy.

Zaszufladkowano do kategorii Kategoria | Dodaj komentarz

.

Mam koleżankę, którą nazywam szamanką. W bardzo ciepłym tego słowa znaczeniu. Robi takie dziiiiwne rzeczy… interesuje się sprawami, o których nigdy wcześniej nie słyszałam. Zgłębia tajniki ajurwedy, jest wegetarianką (a może weganką), medytuje, stara się współgrać z naturą, ze sobą…Skosztowałam niedawno, dzięki niej właśnie, gimnastyki słowiańskiej połączonej z seansem na misy i gongi. Gimnastyka w zupełnie innym tempie niż fitness, angażująca nie te partie ciała, do spinania których jestem przyzwyczajona. Nie wciągać brzucha, pomału, rozluźnić ramiona …łatwo mi nie było. Ale przyjemnie. Natomiast misy i gongi okazały się wyjątkowo kojące. Położyliśmy się na matach, otuliliśmy kocami, zgaszono światło, zapachniały kadzidła. Prowadząca wyczarowała taką muzykę, że poczułam się jak bohaterka Starej Baśni, zobaczyłam pod zamkniętymi powiekami pradawne nocne knieje, gęstwinę drzew, rusałki, wojowników, wilki na wzgórzu i chwilami słońce wyłaniające się zza linii horyzontu.

Miało zrelaksować i zrelaksowało.

Jednego z Panów tak bardzo, że zasnął i chrapał.

Zaszufladkowano do kategorii Kategoria | 2 komentarze

.

Poczułam się głupio z tym otwartym sercem. I niepokornym ciałem. Szybko doznałam bylejakości, ale mimo tego zawieruszyłam jasność w temacie. Podreptałam w miejscu, nie rozglądając się zbyt mocno i nie podskakując za wysoko. I chociaż próbowałam nie stracić energii, zgubiłam jej sporo i miałam problem z doładowaniem. Jednak czerwień pomału się zieleni. Kilka procent ponad stan krytyczny.

Zaszufladkowano do kategorii Kategoria | 1 komentarz