.

Mój osobisty wielbiciel osiedlowy, w wieku taty, niezmiennie mnie zaskakuje.
Tym razem w niedzielę rano.
Jak często mi się zdarza w wolne dni, poszłam na spacer. Po godzinie 8-ej byłam już spory kawałek od domu. Przyjemny chłodek, słońce, puste chodniki, prawie puste ulice. I nagle do chodnika, którym szłam, podjeżdża samochodzik (który wcześniej jechał w przeciwnym kierunku), odsuwa się szybka, a za kierownicą znajomy, uśmiechnięty Pan raczący mnie słowami:
– Byłbym zaszczycony gdybym mógł podwieźć Panią do domu
Odmówiłam, bo spaceru bardzo potrzebowałam. Pan był niepocieszony, ale grzecznie życzył mi miłego dnia, ponownie zawrócił i odjechał. A ja uśmiechałam się do siebie…długo…


Zaszufladkowano do kategorii Kategoria | Dodaj komentarz

.

Koleżanka była z rodziną na weselu. Nie chciała robić zdjęć, więc swój aparat, z prośbą o uwiecznienie wszystkiego, przekazała 8-letniemu synowi. Gdy po wszystkim przeglądała fotki, na żadnej nie zobaczyła siebie (a miała wyjątkową kieckę podobno), ani młodszej córki. Starsza córka na dwóch zdjęciach tyłem, panna młoda w zbliżeniu, że szczegółów sukienki nie uświadczysz, lub z daleka, pan młody przypadkiem. Tata fotografa na kilku zdjęciach, ale nie ma co podziwiać w sumie. Sporo jest natomiast zdjęć stołów, też, a może zwłaszcza, bez biesiadników, wyjścia na ogród, krzaków na zewnątrz, podestu dla orkiestry bez orkiestry i zbliżeń twarzy chłopca. Plus filmik z wesołą, gibką mamą pana młodego, której wesołość podobno niektórych drażniła, bo jak wiadomo, w pewnym wieku, luz i radość nie przystoi. No i są co najmniej trzy zdjęcia plamy na obrusie. Pokaźnej.

Zaszufladkowano do kategorii Kategoria | 2 komentarze

.

A bywa i tak, że Kasia mi odburknie, opędza jak od muchy, wyprasza z pokoju, bo nawet jedno moje słowo jest za dużo, Adam na telefon reaguje półsłowami, nic go nie interesuje, o nic nie zapyta, nikt mnie nie kocha, nikomu nie jestem potrzebna, więc siadam na podłodze w kuchni, opieram o szafkę i płaczę.

Zaszufladkowano do kategorii Kategoria | 1 komentarz

.

W trakcie rodzinnego spotkania wchodzimy na temat niespodziewanego, w krótkim czasie, przybrania na wadze Adama. Bo długo nie działo się w tej kwestii nic, a było pożądane przez samego zainteresowanego.


– Próbowałem różnych sposobów – podsumowuje, z charakterystycznym dla siebie spokojem, Adam – byłem u dietetyka, czytałem na ten temat, robiłem badania, krew, tarczyca i inne, aż w końcu zastosowałam jedną metodę – i tu następuje pełna napięcia przerwa w wypowiedzi, wszyscy cichną, nastawiają uszu – zacząłem jeść.

Zaszufladkowano do kategorii Kategoria | 1 komentarz

.

Kasia zaplanowała wyjście z koleżanką. Piszę więc do niej na Messengerze będąc w pracy:
– Jest chłodno i pada, może lepiej nie bierzcie rowerów, weź kurtkę przeciwdeszczową w plecak i bluzę jakąś…
-A ty weź głęboki wdech i wydech – ona na to

Zaszufladkowano do kategorii Kategoria | 2 komentarze

.

Rozmawiamy o różnych sytuacjach w pracy. Kolega stwierdza, że lubi do mnie przyjść pogadać. I że nasze konflikty nie są długotrwałe. Raczej mało bolesne.
– Bo ty jesteś jak mina hukowa raczej – porównuje – nie taka zaczepna czy odłamkowa, co porani… swoje zrobisz, ale blizn nie zostawisz, łatwiej wrócić.
Tak chyba mam w pracy
Powtarzam. W pracy.

Zaszufladkowano do kategorii Kategoria | Dodaj komentarz

.

Mam koleżankę, którą nazywam szamanką. W bardzo ciepłym tego słowa znaczeniu. Robi takie dziiiiwne rzeczy… interesuje się sprawami, o których nigdy wcześniej nie słyszałam. Zgłębia tajniki ajurwedy, jest wegetarianką (a może weganką), medytuje, stara się współgrać z naturą, ze sobą…Skosztowałam niedawno, dzięki niej właśnie, gimnastyki słowiańskiej połączonej z seansem na misy i gongi. Gimnastyka w zupełnie innym tempie niż fitness, angażująca nie te partie ciała, do spinania których jestem przyzwyczajona. Nie wciągać brzucha, pomału, rozluźnić ramiona …łatwo mi nie było. Ale przyjemnie. Natomiast misy i gongi okazały się wyjątkowo kojące. Położyliśmy się na matach, otuliliśmy kocami, zgaszono światło, zapachniały kadzidła. Prowadząca wyczarowała taką muzykę, że poczułam się jak bohaterka Starej Baśni, zobaczyłam pod zamkniętymi powiekami pradawne nocne knieje, gęstwinę drzew, rusałki, wojowników, wilki na wzgórzu i chwilami słońce wyłaniające się zza linii horyzontu.

Miało zrelaksować i zrelaksowało.

Jednego z Panów tak bardzo, że zasnął i chrapał.

Zaszufladkowano do kategorii Kategoria | 1 komentarz

.

Poczułam się głupio z tym otwartym sercem. I niepokornym ciałem. Szybko doznałam bylejakości, ale mimo tego zawieruszyłam jasność w temacie. Podreptałam w miejscu, nie rozglądając się zbyt mocno i nie podskakując za wysoko. I chociaż próbowałam nie stracić energii, zgubiłam jej sporo i miałam problem z doładowaniem. Jednak czerwień pomału się zieleni. Kilka procent ponad stan krytyczny.

Zaszufladkowano do kategorii Kategoria | 1 komentarz

.

Kojący wpływ spacerów porannych odkryłam już dawno, ale te nadmorskie to zupełnie inna bajka. W trakcie pobytu nad morzem codziennie wymykałam się z pensjonatu po godzinie 7-ej z i szłam na plażę. Dwie godziny chodzenia, snucia się, grzebania w piasku, z wiatrem, pod wiatr, ze słońcem i wbrew niemu, z dynamiką chmur nad głową, z błękitem, z deszczem, patyki, kamyki, groźny szum, łagodny plusk. Niewielu takich jak ja, jacyś biegacze, psiarze, poszukiwacze rzeczy zagubionych… Czułam się w takich chwilach najszczęśliwszym człowiekiem na świecie. I najbardziej samotnym. Dziwna mieszanka, zlepek pozornie wykluczających się emocji. Esencja mnie.

Zaszufladkowano do kategorii Kategoria | 2 komentarze

.

Pierwszego dnia po urlopie musiałam pojechać do pracy autobusem. I na przystanku spotkałam koleżankę. Troszkę starszą ode mnie. Pracowałyśmy kiedyś w jednej Firmie, ale ona, ze względu na poważne problemy zdrowotne, poszła na zwolnienie. Długo się leczyła, ale doszła do siebie i wygląda bardzo ładnie. Usiadłyśmy razem, pytała co u mnie, co w pracy. A ja opowiadałam o wypoczynku nad morzem, o odwiedzinach u Adama w Gdańsku, o mojej za nim tęsknocie, o upływie czasu, o dorastaniu Kasi… Ona zrewanżowała się opowiastką o córce, jej domu, ogrodzie…
– Masz dwoje dzieci jeśli dobrze pamiętam? – zapytałam w którymś momencie
– Miałam. Mój syn nie żyje. Zmarł półtora roku temu.


Zmroziło mnie. Nie wiedziałam! Ucałowałam ją. Dopytałam co się stało. Młody, zdrowy, na nic nie chorował. Po prostu położył się spać i nie obudził…

A ja trajkotałam tak beztrosko… od razu przeleciały mi przez myśl wszystkie słowa jakie wypowiedziałam…o dzieciach… Było mi tak strasznie głupio. Tak strasznie.
Nie wiedziałam
Nie wiedziałam

Zaszufladkowano do kategorii Kategoria | Dodaj komentarz