Fajnie

jest gdy wracam do domu i mam zmarznięte ręce. Dopadam do chłopaków i próbuję wcisnąć im dłonie pod bluzki. Najczęściej to Maciek jest ofiarą, a Adaś jego obrońcą. Maciek ucieka, rzuca się na podłogę, kładzie na plecach i fika nogami tak, abym nie mogła się zbliżyć. Adaś broni zajadle ojca próbując mnie odciągnąć. Z reguły na nic zdają się ich zabiegi. Ogrzewam ręce ogłuszana piskiem ich obu. Maciek wyje, Adaś krzyczy – zostaw!. Uśmieję się przy tym wybornie 🙂

Ewa
Ten wpis został opublikowany w kategorii Kategoria. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *