Zaraza

dopadła i mnie. W piątek poczułam swędzenie na lewej ręce, odchyliłam rękaw i ujrzałam skupisko małych krostek. Swędzi okropnie co bardzo mnie denerwuje. Stosuje maść jaką przepisano Adasiowi, więc może grzyb nie rozrośnie się do rozmiarów takich, jak u synka. Adasia dłoń wygląda chyba lepiej, ale poprawa nie jest rewelacyjna. Na pewno pójdziemy w tygodniu na kontrolę do dermatologa. Tabletki odstawiliśmy – bolał go brzuch.
Koszatniczki nieświadome wysiedlenia garną się do moich rąk gdy wkładam do klatki jedzenie. Dziulek wszkrabuje się gdy tylko dostrzeże możliwość wyjścia na wolność, natomiast Pirat obwąchuje moje palce i nadgryza je delikatnie. Takie słodkie myszki, a taki niepewny ich los.

Ewa
Ten wpis został opublikowany w kategorii Kategoria. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *