Nie lubię

bezczynności. Czasem mnie nosi by coś zmienić, stworzyć, przemalować. Nie lubię się nudzić. Wolę wymyślać sobie zajęcia niż leżeć zbyt długo na kanapie. Oczywiście są chwile gdy przedkładam misiowanie nad twórcze zapędy, ale generalnie zmiana to moje drugie imię. Niedawno pomalowałam łazienkę – częściowo na morski kolor, który współgra z naklejonymi na ścianach muszlami. Na małym murku postawiłam szklane naczynia z piaskiem i kamieniami. Chciałabym aby łazienka kojarzyła mi się z morzem, stąd typowe dla morza akcenty. Teraz czas na kuchnię. Ponieważ musimy wstrzymać się z zakupem nowych mebli, kombinuje jak tę moją kuchnię rozweselić. Mamy w piwnicy resztki kolorowych farb – pozostałości po szaleństwie w innych pomieszczeniach, na pewno jest żółta, brązowa, zielona, no i morska. Dwa paski morskiego koloru już namalowałam, tzn. jeden namalowałam ja, drugi to dzieło Adasia. Inne kolory to kwestia czasu. Muszę się dobrze czuć w tej nieszczęsnej kuchni do kwietnia, a w kwietniu będzie napływ gotówki i realizacja planów meblowych. Maciek podpisał (czytelnie) dokument, na którym określiłam termin zabudowy kuchni na kwiecień 2004. Kartkę tę, w ramce, powiesiłam w kuchni przy zlewie. Będzie na nią patrzył, chcąc nie chcąc, codziennie przy myciu naczyń. 🙂

Ewa
Ten wpis został opublikowany w kategorii Kategoria. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *