Były trzy

…nie nazywałam ich…w celach rozpoznawczych przyjmijmy – Największy, Średni, Mały…widywałam je pod moim balkonem…wszystko zaczęło się od Średniego…zaczął pojawiać się pod pobliskim krzakiem, podchodził blisko, tak, że wychylając się zza balkonowej poręczy mogłam spojrzeć głęboko w jego tajemnicze zielone oczy…siadał i czekał…czasem na jedzenie, którym go niezmiennie raczyłam…czasem nie chciał jeść ani pić…przyglądał się…myślałam – to słoneczny, dość intymny (jak na kota włóczęgę) zakątek dla leniuszka, dobrze mu tutaj…po pewnym czasie zaczął towarzyszyć mu Największy, który wcale nie chciał jeść…potrafił np. bawić się rzuconym mu kawałkiem kiełbasy – zahaczał pazurkami, obwąchiwał, przesuwał, uderzał …siadały oba i mrużyły oczy patrząc w moje…aż któregoś dnia, pojawił się Mały…stało się to tuż po urlopie (był jednak zbyt duży abym mogła przypuszczać że to efekt kociego zamroczenia pomiędzy dwoma znajomymi)..i na dodatek ten Mały miał szare oczy ! …siadały blisko siebie, albo, dla odmiany, dzieliły się przestrzenią pod balkonem w sobie tylko znany sposób…były bardzo płochliwe, czujne…mówiłam do nich ..słuchały, wygrzewały się, patrzyły… cieszyłam się za każdym razem gdy wychodziłam na balkon a one już tam były, jakby rozumiejąc ile radości sprawiają mi swoja obecnością
Teraz zima, nie ma kotów, może na wiosnę odwiedzą mnie znowu.
Mąż zrobił karmnik, żeby chociaż ptaszki do nas przyfruwały. Ale nie przylatują. Nie wiem czemu, może nie wierzą w nasze szczere zamiary. 🙂

Ewa
Ten wpis został opublikowany w kategorii Kategoria. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

2 odpowiedzi na Były trzy

  1. waiting pisze:

    miałam kiedyś kotka… całkiem niedawno… ślicznego czarnego bezczelnego kotka.. uwielbiam koty:)

  2. waryjatka pisze:

    a jakże to delikatne ptaszeczki mają przylatywać na koci teren?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *