Stres,

podłamanie, ulga, no trudno, napływ energii, spokój.
A wszystko to za sprawą jednej rozmowy.
Pojechaliśmy w czwórkę. Czworo zestresowanych, pełnych wiary w cud a jednocześnie przepełnionych obawami pracowników szanownego zakładu. Oczywiście, w każdym z nas różnorodne emocje przeważały. We mnie obawa przed zbłaźnieniem się.
Krótka rozmowa po angielsku udowodniła mi jak mało umiem, jak wielkie są moje problemy z wymową i poprawną, albo chociaż bogatą w słowa, wypowiedzią. Ale jednocześnie ucieszyłam się, że rozumiem o co mnie pytano. Nadzieja na wyjazd z minimalnej przerodziła się w śmiech. Ale nie pusty. Warto się uczyć. Fajnie byłoby znać (kurcze) ten angielski na dobrym poziomie. Mieć satysfakcję. Bo tak naprawdę o nią chodzi mi najbardziej.
Nie jestem systematyczna, a może to brak zdolności w tym kierunku. Ale brnę.
How are you? I’m fine.

Ewa
Ten wpis został opublikowany w kategorii Kategoria. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

4 odpowiedzi na Stres,

  1. alicja pisze:

    gdyby wszyscy zawsze odpowiadali, że jest ok….hm…to może by tak było…
    a z nauką języka nie jesteś osamotniona…

  2. avangarda28 pisze:

    tak,znajomosc jezykow ulatwia zycie. ja angielskiego nauczylam sie „na ulicy”-szkola nie zdolala tego zrobic.

  3. waiting pisze:

    ja z angielskim też mam straszny problem… uczę się i uczę a jakoś nauczyć się nie mogę;)

  4. bogas himself pisze:

    moja nauczycielka rosyjskiego mawial: ucz sie ucz bo nakua to potegi klucz… wtedy tegonie rozumial, ni chcialem, jednak teraz kiedy tak bardzo jezyk w zyciu sie przydaje, zaluje ze jej nie sluchalem… no ale wiem ze na nauke nigdy nie jest za pozno… moze w wolnym czasie zaczne powtarzac… w koncu na polce stoi zakurzona ksiazka angielki dla opornych – prosciej i latwiej 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *