Na początku

nie mieliśmy nic. Moja niespodziewana ciąża, szybki ślub, decyzja o pójściu Maćka do wojska. Zrezygnował wtedy z nauki, ja przeniosłam papiery na studia zaoczne. Początkowo rodzice finansowali mi naukę, potem, mimo wcześniejszych obietnic, przestali (jednak studia skończyłam…musiałam…mąż też to rozumiał). Maciek był w jednostce, w naszym mieście, mogłam go dosyć często widywać. Gdy brzuch rósł, czułam się coraz bardziej samotna, a nasze spotkania kończyły się łzami. Zdarzało się, że wpadał do domu na chwilę, płakał, ja z nim, a mój brzuch trząsł się w rytmie szlochów. Urodziłam na pierwszym roku studiów, bez problemów, on pełnił wtedy wartę. Później wyszedł na przepustkę na kilka dni.
Do 7 miesiąca życia Adasia nie mogliśmy być razem tak naprawdę. Ja w domu rodziców, mąż w wojsku. Ciężko mi było, bo i relacje z mamą zagęszczały się aż przybrały postać budyniu. Wina jak zwykle po obu stronach, nie mogłyśmy się dogadać. Zdesperowana i zapłakana snułam się czasem po osiedlu poszukując małego mieszkania. Pamiętam jak w pewnym miejscu ludzie zainteresowali się mną na poważnie (przynajmniej przez chwilę). Jeden zaczął pytać drugiego, zastanawiali się gdzie mnie podesłać, kto chce sprzedać mieszkanie, od drzwi do drzwi, przez chwilę miałam nadzieję, że się uda. Potem nic z tego nie wyszło.
Maciek wyszedł z wojska i po kilkunastu dniach niesnasek przenieśliśmy klamoty do domu jego rodziców. Wyprowadziliśmy się z mojego rodzinnego domu bez słów. Przez pewien czas nie kontaktowałam się z mamą ani ona ze mną. Mężowi było łatwiej, ja musiałam dostosować się do nowych warunków. Niektóre rzeczy mnie raziły, inne wkurzały, ale nie miałam wyjścia, żal wylewałam w pamiętnikach.
Wciąż szukaliśmy mieszkania. Mieliśmy odłożone pieniądze z wesela oraz te, które mąż otrzymywał w wojsku. Mało. Tym bardziej, że przez pewien czas oboje nie pracowaliśmy. Potem mama pomogła mi bardzo, załatwiając pracę sprzątaczki. Układy między nami klarowały się chociaż już nigdy nie były i prawdopodobnie nie będą takie, jak przed ślubem. Maciek tez poszedł do pracy. Najbardziej poronionym pomysłem wynikającym z usilnej potrzeby posiadania własnego mieszkania, była chęć zaadoptowania pewnej rudery w podejrzanej części miasta. Parę metrów bez łazienki, w sąsiedztwie byłych więźniów i meliny. 🙂 Tylko przytomności umysłu Maćka zawdzięczamy to, że nie utopiliśmy naszych pieniędzy w tym miejscu. Jeden z niedoszłych sąsiadów uciął żonie głowę siekierą. A kto wie co się tam jeszcze działo.
Wreszcie zdecydowaliśmy się, za namową teściowej, zapisać do pewnej spółdzielni i wpłacając regularnie pieniądze poczekać cierpliwie przez rok na mieszkanko. Dobrze, że tak się stało. Nowe osiedle rosło szybko, a wraz z nim klarowała się nasza samodzielna przyszłość.

Ewa
Ten wpis został opublikowany w kategorii Kategoria. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

11 odpowiedzi na Na początku

  1. Banan pisze:

    no musze sie wpisac :-)))

    ..tak ! jestem Waszym fanem :-))
    pozdrawiam

  2. banalna pisze:

    Te relacjie miedzy matka-corka przed i po slubie ,mamy podobne…..

  3. szarosc pisze:

    Dobrze, że nie zamieszkaliście w tamtym miejscu;))

  4. missja pisze:

    moja mama tez mnie urodzila na 1 roku 😀

  5. kasia s. pisze:

    Czytam i czytam i coraz bardziej się przekonuję że…jakie to podobne…

  6. orka pisze:

    Zarówno moja Mama, jak i ja potrafimy być trudnymi, upartymi osobami. Obie też jesteśmy nerwowe, dlatego zdarza się, że wojujemy. Ale bardzo Ją kocham i ona o tym wie.

  7. emy pisze:

    musiało być naprawdę ciężko:( najważniejsze, że się udało, że jesteście razem i chyba jest dobrze, prawda?:)

  8. jbk pisze:

    na początku zazwyczaj jest ciężko….

  9. avangarda28 pisze:

    przeczytalam bardzo uwaznie…zycie nas nie oszczedza i czesto obniża do pozycji kolan – wiec skad ta sila, by przec do przodu, podniesc sie i isc przed siebie. Ty ja masz i ja ja mam – nie pozwolmy nigdy jej odejsc.nigdy

  10. waiting pisze:

    ważne że się Wam udało:)

  11. alicja pisze:

    Bardzo różne bywają te nasze początki. Ważne, że z dobrym rezultatem. Czasem tak szybko karta się odwraca. Cieszyć się dobrymi chwilami, nie przejmować na zapas, żyć.
    Niestety, nie wszyscy tak potrafimy. To jednak zupełnie inny temat. W każdym razie, Ewa, gratulacje… dobrze wiesz, za co….:)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *