A miałam

taki plan – ulepić w końcu bałwana i za jego pomocą odgonić myśli o rozleniwieniu i pukającej w moje czoło starości.
Brak bałwana = starość.
Bałwan pod balkonem dawałby nadzieję. 🙂
A tu jak na złość, w nocy z soboty na niedzielę ocieplenie zrobiło mi psikusa.
Przebudziłam się nad ranem i usłyszałam kapanie. Nie wiedziałam, że zmiany za oknem będą aż tak poważne. W blasku słońca bałwan był już tylko marzeniem.
Wyszłam po południu do sklepu, ale bardziej chodziło mi o złapanie świeżego oddechu. Wiał wiatr. Świat pozimowy wyglądał fatalnie. Bura trawa, błoto, psie kupy, papiery, woda, woda, woda. No i resztki smętnego bałwana na boisku. Nie mojego.

Ewa
Ten wpis został opublikowany w kategorii Kategoria. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

9 odpowiedzi na A miałam

  1. jbk pisze:

    bałwan bałwanem, ale lepiej, że się topi….

  2. Yokasta pisze:

    E tam :/

  3. mortella pisze:

    Masz rację ohydnie za oknem!

  4. golden pisze:

    jakiej starości???
    pozdrawiam ;o)))

  5. banalna pisze:

    jeszcze bedzie okazjia ulepić:)

  6. orka pisze:

    A u mnie każdy bałwan, który stoi na podwórku jest wcześniej czy później profanowany przez psy …:)

  7. sarahh pisze:

    psie kupy sa najgorsze…. fuuuu

  8. alicja pisze:

    jakby jesień się z zimą zamieniła…;(

  9. pumba pisze:

    skora jak niemowlak…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *