Przyszedł mi

do głowy, więc wyszukałam informacje na jego temat w internecie. Skopiowałam i pozwoliłam sobie wtrącić kilka słów pomiędzy zdania pewnego artykułu: „Spacerując po mieście ( a raczej wśród ruder, śmietników i w okolicach zsypów) spotkać możemy (pchającego przed sobą wypełniony „skarbami” wózek) Stanisława Zagajewskiego, artystę, który rozsławił Włocławek w kraju i poza jego granicami, a jego prace znajdują podziw w galeriach, muzeach i kolekcjach prywatnych na świecie, wzbudzając zachwyt dla niepowtarzalnych dzieł autora. (generalnie z gliny, zdobione wszystkim co się da – nakrętkami, plastikowymi butelkami, sprężynkami, tekturkami, sztucznymi kwiatkami..) Niepozorny z wyglądu (brudny, powłóczący nogami, w zniszczonych ubraniach) Artysta jawi się oglądającemu jego prace, gigantem myśli twórczej i talentu, zadziwiając w realizacjach finezyjnością wykończenia, bogatą symboliką, głębią oraz precyzją przesłania. Życie w symbiozie z naturą (w rozwalającym się domu, w towarzystwie ogromnej ilości psów) pozwala twórcy utrwalić w glinie własne widzenie świata i przekazywać współczesnym pewne ogólne i uniwersalne prawdy o Bogu, życiu i śmierci. (jak twierdzi – otrzymał dar od Boga) Stanisław Zagajewski, uczestnik licznych wystaw i laureat wielu konkursów, otrzymał w 1996 r. „Pegaza” – nagrodę Wojewody Włocławskiego za całokształt osiągnięć artystycznych. Jego bogaty zbiór prac miłośnik sztuki odnajdzie w Muzeum Sztuki na ul. Zamczej – najstarszej części Włocławka.”
Próbowano go zmienić, nie dał się. Miasto chciało podarować mu mieszkanie, ale tam nie miałby natchnienia. Dom, w którym mieszka stoi na obrzeżach osiedla i prawdopodobnie tylko ze względu na niego nie został wyburzony. Kiedyś dzieciaki biegały za nim wyzywając, naśmiewając się gdy szedł ulicą w otoczeniu psów. Nie wiem jak jest teraz, dawno go nie widziałam. A pieniądze? Zanim odkryto jego talent sprzedawał rzeźby za grosze, a potem, gdy zaczął zarabiać pewnie znaleźli się tacy, którzy „pomogli”. Ale to bez znaczenia. Dla niego. On po prostu tworzy bo musi, nie po to aby się wzbogacić. Jego prace są niesamowite, powiedziałabym potworne i wrogie, a jednocześnie bardzo uduchowione. Jest niepowtarzalny, wyjątkowy pod każdym względem – od formy przekazu po życie jakie wybrał. I sądzę, co najważniejsze, że jest bardzo szczęśliwy. Właśnie dlatego przyszedł mi do głowy w chwili, gdy o sensie i szczęściu pomyślałam.

Ewa
Ten wpis został opublikowany w kategorii Kategoria. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

12 odpowiedzi na Przyszedł mi

  1. missja pisze:

    szkoda mi takich ludzi,ale skoro sami wybrali sobie to szczeście to znaczy że je czują

  2. orka pisze:

    … Właśnie … i o to chodzi… Jest szczęśliwy… z starych ubraniach; w towarzystwie psów; w domu na obrzeżu…
    Przyszła mi jeszcze myśl o „uszczęśliwianiu” na siłę…; o nakładaniu własnego „szablonu” szczęścia na cudze życie… .

  3. zycie-z-nim pisze:

    fajnie jest jak człowiek znajdze w życiu to co chce robić i co jest jego pasją

  4. czulam-cie pisze:

    moze to jego karma…

  5. alicja pisze:

    uwielbiam w ludziach pasję, oryginalność….trzymanie się własnych zasad….
    powiem szczerze, że ostatnio rzadko spotykana taka postawa…

  6. banalna pisze:

    jesli jemu z tym dobrze to trzeba go zostawic…w spokoju

  7. avangarda28 pisze:

    jest szczesliwy,bo jest wolny

  8. emy pisze:

    i o to w życiu chodzi, by byc szczęśliwym według swojego uznania

  9. mortella pisze:

    artyzm życia….

  10. nie-kobieta pisze:

    Sądze, ze w kazdym mieście jest jakiś Stanisław Zagajewski

  11. waiting pisze:

    jest sobą, to najważniejsze przecież

  12. nie powiem pisze:

    Ostatnio byłam na Zamczej… prace Zagajewskiego robią wrażenie…
    podobno i teraz dzieciaki się śmieją…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *