Jedziemy czy nie?

Zadawaliśmy sobie to pytanie od środy.
Dowiedziałam się o której mielibyśmy pociąg. Zwykły z przesiadką w Bydgoszczy, albo pospieszny, bezpośrednio do Gdyni. Pani poinformowała mnie przez telefon ile kosztuje bilet. Okazało się, że mniej niż przewidywałam. Więc jedziemy ! – zdecydowałam w czwartek przed 15 – tą. Poszłam tylko na dworzec aby upewnić się co do ceny biletu, ale w kasie powiedziano mi zupełnie coś innego niż przez telefon. Nie jedziemy – ustaliliśmy wieczorem – bo szkoda pieniędzy, bo komputer padł, bo coś tam… W piątek rano zadzwoniła teściowa pytając co zdecydowaliśmy i proponując, że teść przyjedzie po nas na dworzec jeśli wysiądziemy w Sopocie. Jedziemy – pomyślałam – i układałam w głowie listę potrzebnych rzeczy, które mielibyśmy zabrać w podróż. Maciek się wahał, ale mój entuzjazm jest zaraźliwy. Zdecydujemy w domu – stopował mnie w trakcie kolejnej rozmowy telefonicznej w piątek. Wrócisz z pracy i coś postanowimy – usłyszałam. Pociąg odjeżdżał po 19 – tej. Dużo czasu na spakowanie się. Zdążę bez problemu – myślałam
Przed 15 – tą mama oznajmiła, że Adaś ma stan podgorączkowy. 0 16 – tej wylądowaliśmy w przychodni. Gardło podobno okropne, różowy antybiotyk był konieczny. Problem wyjazdu rozwiązał się sam.
Najgorzej było w sobotę gdy w RMF FM słyszałam fragmenty relacji z majówki na sopockim molo. Potem przełączyłam na lokalny kanał, gdzie już do końca długiego weekendu swojskie nic ciekawego.
Adaś szybko doszedł do siebie. W zasadzie już w niedzielę serwowaliśmy sobie rodzinne spacerki. Pod balkonem znowu pojawiły się koty, dla których nie zabrakło mleka zsuwanego w miseczce na sznurkach. Nie skoszony trawnik żółcił się radośnie, róże odbiły od ziemi. Koszatniczki całe dnie na balkonie, obsikały parapet, na którym urządziliśmy dla nich wybieg. Pomalowaliśmy jedną ścianę w kuchni i ściankę balkonową. Naszkicowałam w końcu rysunek na desce, którym mam zamiar „upiększyć” przedpokój. Nowy odświeżacz w sedesie powala mnie już w drzwiach ubikacji. Półka na komputer czeka i straszy kablami. Nie przeczytałam żadnej książki.

Ewa
Ten wpis został opublikowany w kategorii Kategoria. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

10 odpowiedzi na Jedziemy czy nie?

  1. mam-a--oskara pisze:

    ot.. wiosna w głowie :-))

  2. orka pisze:

    Jestem przekonana, że niedługo sobie to odbijesz… i w krótkim czasie odwiedzisz którąś z nadmorskich miejscowości 🙂

  3. banalna pisze:

    dziecko zawsze choruje w niewczasie
    ale ponoc mówia ‚ nie ma tego złego’..
    🙂

  4. mamuska-i-corcia pisze:

    Na wyjazdy zawsze czas sie znajdzie. Najwazniejsze zdrowie, Adasia i calej twojej rodzinki. A poniewaz wiosna kwitnie, wasze wwyjazdy tez rozkwitna.

  5. zycie-z-nim pisze:

    a ja nie miałam planów
    3 dni w domu z moją zaległą pracą
    totalna beznadzieja

  6. ala pisze:

    nie ma jak działanie wg planu 😉

  7. ferita pisze:

    ja rtez zadnej ksiązki nei przyeczytalam, i bede miala teraz straszbny kocioł przez to :((ah, to „nad niemnem” 🙁

  8. Banan pisze:

    ale nad morzem były ponoć dziiikieeee tłumy – może i morze, że może nie morze 🙂

  9. gudrun pisze:

    Moja starsza dopiero- co skończyła antybiotyk, a młodsza- w toku. Ale to już nie te czasy 40 stopniowych gorączek, odpukać! łażą do szkoły…tylko z wf pisze zwolnienia

  10. M. pisze:

    czytaj, czytaj…!

    a mleko kotom ponoć nie służy

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *