I na dodatek

nie mamy już koszatniczek.
To był taki słoneczny dzień. Parny, duszny. Słońce grzało niemiłosiernie, a one na balkonie. W klatce. Ja byłam w pracy, a chłopaki nie pomyśleli, że trzeba je przestawić w cień. Nie zadzwoniłam, bo nie spodziewałam się, że można o tym zapomnieć.
Gdy Maciek zorientował się w sytuacji, było już za późno. Pirat uciekł nie wiadomo jak, a Dziulek schowany pod małym podestem czekał na wybawcę. Nie pomogło obłożenie klatki mrożonkami ani pojenie. Mogliśmy już tylko patrzeć jak nasz Dziulek umierał. Okropny widok. Leżał i drżał. Głaskaliśmy go delikatnie, ale on już nie reagował.
Widzieliśmy jak przychodził na świat. Był najsłabszy z 5 rodzeństwa. Chudy, z oklapniętymi uszami. Pojony mlekiem z pipetki, bo nie mógł dopchać się do matki. Takie oczko w głowie. Potem chorował na grzybice. Przetrwał. Oswojony totalnie. Niby taka zwyczajna mysz.
Leży zakopany pod balkonem, pomiędzy różami.
Maciek nie może sobie darować.

Ewa
Ten wpis został opublikowany w kategorii Kategoria. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

9 odpowiedzi na I na dodatek

  1. zycie-z-nim pisze:

    buuu 🙁
    chlip chlip

  2. banalna pisze:

    na ostatni wyjazd wzielismy Piciusia w klatce ,ale w drodze ciagle dostawał picie .
    takie male kruszynki szybko sie odwadniaja
    żal myszki:(

  3. orka pisze:

    Pamiętam go z dawnej notki… Najmniejszy, najsłabszy, wyłysiały… Przykro musi Wam być bardzo a najbardziej Maćkowi… Wiem, bo sama kiedyś uśmierciłam [przez przypadek] ślimaki w akwarium… i długo nie mogłam sobie darować… .

  4. missja pisze:

    szkoda mi zwierzątek, co szans nie miały …

  5. ala pisze:

    smutny koniec

  6. waiting pisze:

    smutne to

  7. mam-a--oskara pisze:

    :-((

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *