Kiedyś

działała mi na nerwy. Przyszła do pracy parę miesięcy po mnie i pachniała dewotką z kompleksami. Nie jest łatwa we współżyciu, raczej konfliktowa. W prezencie dla mnie, zawsze miała w rękawie jakąś szpilę, którą kłuła znienacka. Tak jej w zasadzie zostało. Tylko że ja wcale się tym nie przejmuję, a nawet polubiłam jej specyficzny sposób bycia. Bywa złośliwa, dlatego przy okazji jakiejkolwiek rozmowy czekam na atak. Z reguły nie czekam zbyt długo 🙂 Czasem zabieram ją samochodem, bo mieszkamy na tym samym osiedlu. Bawią mnie jej komentarze, z których potem śmiejemy się w domu. Jest niezawodna.

Po powrocie z urlopu zastałam ją w pokoju kolegi, gdzie w małym gronie raczyli się imieninowym ciastem. Spojrzała na mnie i pierwsze słowa jakie usłyszałam brzmiały: ooo…opaliłaś się, a przecież nad morzem nie było pogody, to pewnie solarium…

Wracałyśmy razem do domu i rozmawiałyśmy o małych cyckach, ciuchach i dzieciach. Tradycyjnie. Podjeżdżamy na parking a Becia pyta: a gdzie twój syn? Pewnie na podwórku – odpowiadam – trudno go w domu utrzymać, pewnie zjadł obiad u babci i poszedł grać w piłkę. No tak – ona na to – podwórko ci dziecko chowa…

Becia nadaje mojemu życiu odpowiedni koloryt. Bez niej jak bez ręki. 🙂

Ewa
Ten wpis został opublikowany w kategorii Kategoria. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

6 odpowiedzi na Kiedyś

  1. jatko pisze:

    Takich ludzi czasem brakuje.

  2. skaf_ pisze:

    Za to szczera jest:)

  3. Banalna pisze:

    nie lubie imienia beata…

  4. abyssalangel pisze:

    Złosliwa baba a nie tam Becia 😛

  5. pepegi pisze:

    hmm jako folklor napotykany od czasu do czasu dla urozmaicenia okej, a nawet fajnota… ale na co dzień nie zazdroszczę…

  6. orka pisze:

    Znam też taki typ złośliwca i również darzę sympatią 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *