Znalazł sobie Maciek

nowe hobby – Toto Lotek. Nie żeby grał regularnie czy codziennie, ale wstępuje do budki totolotkowej często, a na pewno zawsze gdy obok niej przechodzi. Z reguły wybiera Dużego Lotka i prosi o kupon na chybił trafił. Zawsze powtarza – wiem, że to teraz. Najczęściej nie trafia nawet jednej liczby, a dwójka wśród wylosowanych liczb to święto. Gdy trzyma nowy kupon w dłoniach mówi niezmiennie – jak wygram dziś to nie pójdę jutro do roboty, a ty?. Chyba pójdę – odpowiadam tradycyjnie. To podstawowe jego marzenie związane z wygraną – odejście z pracy, która go stresuje i denerwuje. Potem snujemy wizje nabycia domku nad morzem, wyjazdu to tu, to tam, zakupu dobrego samochodu typu jeep. Przeliczamy ile przekażemy rodzicom, siostrom, może coś dla chorych dzieci. A przy losowaniu okazuje się, że jakoś brak Maćkowi szczęścia i zabawa zaczyna się od początku.

Ewa
Ten wpis został opublikowany w kategorii Kategoria. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

13 odpowiedzi na Znalazł sobie Maciek

  1. banalna pisze:

    Maciek ma nadzieje ,a to dobre podjscie:)
    jak sie w ..koncu trafi wygrana,to nie zapomnijcie odwiedzic krakowa ,nooo:))))

  2. asiula pisze:

    Też mam syndrom Totoloto. Jednak nie rozdrabniam sie i obstawiam tylko w przypadku kumulacji.
    Ile razy to juz z R. snuliśmy plany o domku, wyjeździe w ciepłek kraje itp. Wiesz my tez chyba szczęscia nie mamy 🙁

  3. mortella pisze:

    mój Facet robi dokładnie to samo. Jakiś czas temu trafił czwórkę, a wygrana rozeszął się podczas jednych zakupów 🙂 czasem sama mam ochotę zagrać wkońcu to taka łatwa kasa..

  4. orka pisze:

    Ha! U nas jest identycznie :)) Snujemy z P. wielkie plany…; budujemy dom; kupujemy naszym najbliższym samochody, prezenty, część oddajemy na jakiś charytatywny cel… Jednym słowem dzielimy skórę na niedźwiedziu a na drugi dzień okazuje się, że owszem… typujemy idealnie, ale zawsze liczby, które nie padają wcale… Tu powiedzenie „marzenia nic nie kosztują” staje się nieaktualne a sama szansa też jest towarem [nawet ta minimalna].

  5. pepegi pisze:

    kiedyś sobie pomyślałem, że przyjemność marzeń związanych z tym jak się wygrywa, warta jest tej wydanej złotówkie z kawałkiem… przynajmniej od czasu do czasu, tak raz na miesiąc…

  6. sarahh pisze:

    ja tam tez bym nie poszla do pracy next day… to pewne!
    a poza tym jak najpredzej najpredzej nabylabym moj ukochany samochod, i wtedy bym pojechala do biura, a moim prezesom oczy by wyszly i cisnienie skoczylo… nalezy im sie 😉

  7. ukryta pisze:

    No to dokładnie tak jak W. I jeszcze mnie zmusza, żebym coś tam skreślała. I sprawdza te numery. I marzy. Aż strach mu to odebrać, jak dziecku zabawkę…

  8. ikea pisze:

    kiedyś sobie marzyłam i pierwsze co mi przyszło do głowy to kupienie mamie domku takiego małego przytulnego 🙂

  9. alicja---75 pisze:

    trzymam kciuki przy najbliższym losowaniu …

  10. vectra pisze:

    pomarzyć piękna rzecz, robie dokładnie to samo;)

  11. gudrun pisze:

    Czy wszyscy męzowie marza o jeapie?
    Mój tez rzuciłby prace na rzecz jakiejś własnej działalności.
    JA wręcz przeciwnie; wybudowałabym taka firme jka moja i robiła w innym miejscu to samo, nie wykluczone, ze z niekórymi tymi samymi osobami.

  12. waiting pisze:

    ja też miałam takie hobby;) ale mi przeszło:P

  13. nie-kobieta pisze:

    ja jestem nałogową zdrapkomaniaczką! 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *