Do kancelarii przykościelnej

wybrał się Maciek razem ze mną. Bo tak naprawdę nie wiedziałam, w które drzwi mam zapukać, a on był tam kilka razy z różnych powodów. Ciemno było w środku – może księżą na energii oszczędzają? Dosyć młody ksiądz o Jezusowej urodzie spojrzał na mnie pytająco.
– Niech będzie pochwalony…dzień dobry…ja w sprawie zaświadczenia na chrzciny. Mam być chrzestną wiec potrzebny mi dokument – wypaliłam z grubej rury
– Tzn. chcieliśmy księdza prosić o wydanie takiego zaświadczenia – złagodził Maciek
Ksiądz wyciągnął blankiecik i patrząc na niego zapytał:
– A jak tam z waszym uczestnictwem w mszach świętych w niedzielę?
– No…niezbyt dobrze – powiedziałam zgodnie z prawdą
– Więc na jakiej podstawie mam wydać zaświadczenie, że jesteś wierzącą i praktykującą katoliczką?
– Hmmm….miałam skłamać?
– Nie, ale jak mam to zrobić?
– Ale wie ksiądz, my wszystkie święta obchodzimy tradycyjnie, a do kościoła zaglądamy. Ja np. jak mam taką potrzebę to wchodzę aby się pomodlić, pomyśleć, zaczerpnąć atmosfery… – lawirował Maciek próbując zatrzeć niemiłe wrażenie jakie pozostawiły moje słowa
Ksiądz w zasadzie nie słuchał. Wypisał co trzeba, podbił pieczątką i wręczył mówiąc:
– Jeśli się mylę, wy nic nie tracicie, ale jeśli mam rację, to nie chciałbym być w waszej skórze.

Trochę mnie te słowa zmroziły. I mimo potraktowania całej sytuacji swobodnie, poczułam…smutek. Jakieś idiotyczne wyrzuty sumienia. Ogień piekielny mnie pochłonie po śmierci. Tym bardziej, że przede mną spowiedź, którą traktuję jak przymus, bo wymagany jest podpis księdza na karteczce. A podrobić go mimo wszystko nie potrafię.

Ewa
Ten wpis został opublikowany w kategorii Kategoria. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

19 odpowiedzi na Do kancelarii przykościelnej

  1. M. pisze:

    chyba podobnie to widzę, a jednak nie potrafię zupełnie sie odciąć
    to moja baza, na tym wyrosłam, ale nie potrafię chodzić do kościoła, nie potrafię w tym wszystkim czynnie uczestniczyć, na zbyt wiele rzeczy się nie zgadzam

  2. orka pisze:

    Rok temu byłam chrzestną i też poszłam z przymusu do spowiedzi. Teraz z racji ślubu również wbrew sobie robiłam parę rzeczy.
    Do kościoła chodzę w każdą niedzielę…, lecz nie zawsze czuję obecność Boga… . I czasem czuję żal, że nie ma powrotu do takiej… dziecięcej wiary we wszystko… . Nieraz mi tego brakuje.

  3. taka-sobie-matka pisze:

    a mnie to wszystko przeraża w sumie. sama byłam wychowana w bardzo katolickiej rodzinie, teraz jestem z kompletnym ateistą i żyję tak ‚pośrodku’. nie wiem czy bym sie przemogła, żeby iść do spowiedzi… to chore. opowiadac o grzechach grzesznemu księdzu. Bóg to jedno, a kościół to drugie

  4. kronikarz pisze:

    Mam dokładnie takie same odczucia jak anulina. Denerwują mnie teraz księża, ich zachłanność, nie potrafię odzyskać w sobie tej dziecięcej ufności w ich dobroć i powołanie…

  5. jbk pisze:

    najbardziej to wkurza, jak straszą człowieka ogniem piekielnym, a sami są grzeszni.

    osobiście skłaniam się do teorii, że skoro Bóg widzi wszystko, to wie, jakim człowiekiem jestem, nawet nie chodząc do kościoła. dlatego ksiądz, nieelegancko mówiąc, może mi naskoczyć.

  6. thernity pisze:

    dokładnie… ja chodzę do kościoła co niedzielę, staram się chodzić…
    ale księża, kościół jako instytucja….
    tyle się o tym mowi, słyszy, wie..
    szkoda słów..
    nie wiem czy pójdę do nieba czy do piekła.

  7. banalna pisze:

    Młoda ma komunie -ksiadz wymyslił podpisy rodziców na kazdej obowiazkowej mmszy
    chore

  8. mamuska-i-corcia pisze:

    w 100% przychylam sie do opinii JBK. Bog Bogiem, ksieza ksiezmi, wiara wiara, a nasze postepowanie w zyciu – to zupelnie odrebne sprawy.

  9. mały pisze:

    W moim życiu Bog był zawsze. I nie ważne ilu złych księży, będą stawiać jako antyreklamę Kościoła. Zło jest wszędzie i nie sposób, żeby go i tam nie było. Zaufałem Mu, a on często dokonuje cudów na moich oczach. Zapewniam, że nie jestem fanatykiem religijnym, ale mógłbym przytoczyć wiele historii z mojego życia, które nijeden by próbował tłumaczyć jako dziwny zbieg okoliczności.

    Adwema jesteś dobrym, ciepłym człowiekiem (wnioskuję czytając Twoje notki). Idź za głosem serca.

  10. pepegi pisze:

    taaaaak.. to jeden z bardzo niewielu tematów dla mne nierozwiązywalnych – bo albo będę nie w porządku wobec bliskich ludzi, albo wobec siebie… powiedziałem sobie „nigdy więcej”, ale jak znam świat, to i tak będę musiał się złamać.

  11. skaf_ pisze:

    to teraz trzeba być katolikiem,żeby być chrzestnym,brzmi to conajmniej podejrzanie…

  12. ukryta pisze:

    jbk trafił w 10-tkę. ON widzi, a przecież stworzył ludzi na podobieństwo swoje. Przecież grzechy i zaniedbania są takie ludzkie…

  13. ikea pisze:

    ostatnio mam problemy ze msza a kiedys chodziłam codziennie

  14. asiula pisze:

    ja do Kościoła jako instytucji bardzo sie zraziłam.jakoś nie mam przekonania.A spowiedź to wogóle dla mnie wymysł człowieka-jedynie…

  15. sarahh pisze:

    dawno nie bylam w kosciele, czasem mi tego brakuje, ale potem zapominam.
    po spowiedzi czuje sie oczyszczona i wolna… tylko, jaki to ma sens, kiedy wychodze i grzesze?

  16. ala pisze:

    sztuczna biurokracja
    ….
    nie będziemy rozliczani za przestrzeganie procedur

  17. hey-mama pisze:

    Jestem wierząca w swojego Boga, nie uznaję spowiedzi przy konfesjonale, do kościoła chodzę jeśli mam taką potrzebę ( ona jest rzadko ) bo ja opiekę mojego Boga czuję codziennie. A propos zaświadczeń i innych, kiedy ja brałam ślub kościelny miałam już dwoje dzieci ( w dniu ślubu Bejbe była chrzczona ). Ksiądz wymusił na nas nauki przedślubne i ….poszliśmy z malutkimi dziećmi do księdza, dzieci łaziły po jego gabinecie, córka na czworakach wlazła pod biurko, w końcu zaczęła płakać, miał nas dość, to było pierwsza i ostatnia nauka ;-))

  18. mam-a--oskara pisze:

    im wiekszy nacisk na sprawy SUMIENIA tym gorsze beda wyniki ….
    to sie wszedzie potwierdza.
    W kosciele rowniez.

  19. maciek pisze:

    tak było. ewa jest bezpośrednia. poddaje się emocjom i może palnąć coś niezbyt miłego. prawdą jest że, to ja jestem dyplomatą w tym domu i niech tak lepiej zostanie….to ja kontroluję wszelkie problemowe rozmowy, nie lubię mieć wrogów ani nie lubię być przykry. co nie znaczy, że dam sobie walić w mordę, tak na wszelki wypadek ostrzegam tych wszystkich którzy sądzą, że jest inaczej:) ot tak mnie naszło:)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *