Nie znoszę wywiadówek,

dlatego z reguły chodzi na nie Maciek. Tym razem musiałam pójść ja, bo Maciek wybrał się na basen. Nie cierpię biadolących bab, które nie szukają rozwiązań, a potrafią jedynie użalać się nad całą sytuacją. Wczorajsza wywiadówka zorganizowana została na prośbę pani od angielskiego. Kobieta nie radzi sobie z uczniami, którzy nadużywają jej cierpliwości. Incydent z doniczką mnie zszokował – jeden z uczniów nasikał do doniczki w trakcie lekcji, reszta klasy rozkrzyczała się z radości, podniósł się gwar, którego nauczycielka nie mogła opanować. Nie mogę tego wszystkiego pojąc. Siedziałam w pierwszej ławce więc mogłam swobodnie zadawać pytania. Lubię konkrety, a nie stękanie bez sensu.
– Wpisuje Pani uwagi tak, aby rodzice wiedzieli co się dzieje?- zapytałam
– Próbowałam, w zeszycie
– Przecież są dzienniczki, proszę pisać i wymagać podpisu rodziców.
Reszta mnie poparła i stanęło na zorganizowaniu specjalnych zeszytów uwag. Mam tylko nadzieję, że uczniowie nie będą podrabiać podpisów. Dodałam coś jeszcze o roli rodziców, o pracy z dzieckiem w domu, o konkretnych sposobach tej pracy, o kontroli, sprawdzaniu od czasu do czasu chociażby zeszytów, o uświadomieniu dzieciakom, że brak jakiegokolwiek zaangażowania w nauce poskutkuje powtarzaniem klasy. Dla mnie wszystko jest proste i logiczne. Wiem jaki jest Adaś – roztrzepany, zapominalski, czasem rozkojarzony i leniwy. Dlatego pilnuję go na tyle, na ile uważam to za konieczne. Jesteśmy na każde jego zawołanie w zasadzie. Może mi łatwiej, bo Adaś nie ma większych problemów w szkole. Uczy się bardzo dobrze, zachowuje przyzwoicie, ale gdyby była taka potrzeba postarałabym się, jak sądzę, poświęcić mu więcej czasu, pomóc jakoś. Wkurzają mnie baby, które najchętniej zrzuciłyby odpowiedzialność na nauczycieli. Przecież nauczycielom nie może zależeć bardziej niż rodzicom. Klasa Adasia zawsze miała złą opinię i to się nie zmieniło. Zachowanie grupki rzutuje na postrzeganie całości. Ale o czym tu dyskutować skoro rodzice najtrudniejszych dzieci olali spotkanie. O czym to świadczy?

Ewa
Ten wpis został opublikowany w kategorii Kategoria. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

13 odpowiedzi na Nie znoszę wywiadówek,

  1. ala pisze:

    Ja naprawdę myslę, że wielu nauczycielom brakuje przygotowania, wiedzy, kompetencji, powołania. Czasem marnują fajnych uczniów przez swoją ślepotę.
    Jednak najważniejsi są rodzice. To taka praca od podstaw.
    I choć czasem trudno robić tak, by się nie pomylić to mam przekonanie, że dla dzieci warte jest każde poświęcenie. Nawet tak drobne jak czas ………. .
    Od wspólnie spędzanego czasu wszystko się zaczyna.

  2. ikea pisze:

    bo rodzice ostatnionie wychowują tylko puszczają samopas
    a dlaczego np nauczycielkanie zadzwoni do rodziców może dzieciaki nawet nie powiedziały o wywiadówce

  3. gudrun pisze:

    Co da podpis rodzica w zeszycie? Kiedy trzeba natychmiastowej reakcji nauczyciela.
    Niestety nauczyciele są niedouczeni i wielu nie chce tego zmienić.
    rzecz straszna sikanie do doniczki.
    Ja dałabym się dzieciom wysmiać, nawet zapytałabym co było smieszne w tym wydarzeniu(ale bez przekąsu). A potem pwoiedziałabym swoje zdanie na ten temat i jakie konsekwecje spotkają delikwenta w podobnej sytuacji.
    To pani od anglika ma problem, halo robi, zwołuje rodziców, a niech sama się nauczy tego, co może zrobić w podobnej sytuacji.

  4. orka pisze:

    Sikanie do doniczki na lekcji? Ogólnie ciężko mi zrozumieć zachowanie dzieci czy młodzieży w szkole. Mam sporo znajomych, uczących w szkole i szczerze powiedziawszy przeraża mnie to co się dzieje… Myślę, że nauczycielem trzeba się urodzić… .
    Niedawno od znajomej dostałam filmik, taki jakie krążą po Internecie [typu śmiesznostki czy ciekawostki czy w innym stylu] – Do klasy w polskiej szkole średniej wpadł chłopak w przebraniu, pokazał genitalia i uciekł.

  5. jbk pisze:

    nauczyciele nie mają żadnej władzy nad uczniami, więc sobie nie radzą. a ze zwoływaniem rodziców przesadzają, osobiście byłam wzywana do szkoły, jak się młody huśtał na krześle. absurd. nauczyciele by chcieli, żeby rodzice spędzali czas w szkole na lekcjach i sami pilnowali dzieci.

    powtarzać to będę do znudzenia, jeżeli ja w domu jestem w stanie wyegzekwować od młodego wszystko, jeżeli mnie słucha i na mnie reaguje, jeżeli uważam go za inteligentnego i posłusznego, a w szkole sądzą inaczej, to o czym to świadczy? widocznie mój sposób wychowywania jest lepszy, a oni robia błędy.

  6. thernity pisze:

    moja znajoma jest nauczycielką w szkole. Wiem, że nigdy nie mozna zganiać ani winy na nauczycieli ani na rodziców. Każda sytuacja jest inna, raz wina leży po tej innym razem po drugiej stronie.
    Wiem jedno- nie chciałabym być nauczycielką…

  7. banalna pisze:

    notka jak najbardziej na czasie
    u nas/u Młodego/ jedna z uczennic zrobila kupe do kosza na smieci …w trakcie lekcji….
    nauczycielka niezareagowała…..

  8. z-nim pisze:

    Moja mam jest nauczycielką. Z pasją. Do niej dzieciaki przychodzą po lekcjach pogadać ma do tego serce. I tak być powinno. Nieraz jednak nasluchałam sie o jej koleżankach które olewają i klase i prace a później są konsekwencje. jednak w tych czasach rodzice , przynajmniej niektórzy zcedowali role wychowawstwa na szkole. A tak byc nie powinno. Szkoła ma pomagac rodzicowi a nie go zastepować!!

  9. sarahh pisze:

    mam wrazenie, ze kazda klasa, o ktorej jest mowa jest ta najgorsza…

  10. skuter pisze:

    Nie jestem nauczycielem, ale nigdy nie chciałbym nim być. Takie cudowne rady dają komentujący, a często nie mogą sobie dać rady z jedną swoją pociechą. Nauczyciel ma ich ze 30 sztuk i ma sobie poradzić. Dzisiaj nie ma autorytetów. Sami rodzice przy dzieciach go podważają. Dziecko przyjdzie ze szkoły, dostało jedynkę, bo się nie przygotowało i powie w domu, że pani jest głupia, pnieważ nie wiadomo co ma wymagać, a rodzic jeszcze przytaknie. Dzisiaj nauczyciel boi sie nawet krzyknąc na dziecko w obawie o swoją pracę. Kiedyś od Geografa za poważny wybryk po tyłku wskaźnikiem można było dostać i jakoś nikomu krzywdy nie zdrobił. Poważanie za to miał nawet u tych, co na młodocianych bandziorów predyspozycje wykazywali.

  11. soleil pisze:

    Ewa, jakbym była na wywiadówce u ziarenka (choć podobnie jak Ty jestem w takiej sytuacji sporadycznie- to raczej rola taty, pisałam kiedyś o przyczynach mojej niechęci uczestniczenia w tego typu nic nie wnoszących spędach). Historia będąca przyczyną waszego spotkania pokazuje mi wyraźnie, że podobnie jak u ziarenka- sytuacja w klasie wymyka się spod kontroli bezradnych nauczycieli. Mam wrażenie, że w dobie okrzyczanych głośno praw dziecka, niektórzy z belfrów obawiają się swoich uczniów. Ci natomiast krok po kroku zbliżają się do granic. Klasa ziarenka jest złą klasą. Dziewczyny bluźnią tak, „że szewc by się nie powstydził”. Nie czują respektu przed starszym, pyskują uganiającej się za nimi woźnej. Mam tylko nadzieję, że dom, który stworzyliśmy ziarenku będzie miał zawsze na niego wpływ, który nauczycielce pozwala powiedzieć: „nie mam żadnych uwag do tego dziecka”.
    Bo tak jak powiedziałaś, Ewa. Wiele zależy od nas właśnie. Nie od naszych oczekiwań względem chwiejącej się dziś szkoły. Od naszych rozmów, od tego jak sami żyjemy, od świadomości, że bliski kontakt z dzieckiem to krok milowy w jego wychowywaniu. Pozdrawiam ciepło.

  12. waiting pisze:

    łatwo jest dawać rady póki się nie stoi przed 30osobową klasą, póki samemu nie trzeba zareagować…
    Gdy wpisywane uwagi na skanadaliczne zachowanie jednego ucznia nie przynosiły efektu, gdy nie mogłam przemówić do niego ani prośbą nia groźbą, gdy on na moje słowa mówił „gówno mnie to obchodzi” (IVkl podstawówki), wezwany został rodzic… i co rodzic powiedział? Że ja się na pewno mylę i to nie o jego pociechę chodzi, bo on w domu taki grzeczny, dobry i kochany i nigdy nie przeklina i to JA mam problem i jeszcze mnie postraszył, że opinię dziecku psuję…i że on to zgłosi „wyżej”. A jak nauczyciel ma w ciagu 45minut uczyć i wychowywać? A od czego są rodzice?

  13. gudrun pisze:

    Najbliżej mi do komentarza skutera.
    JBK_> czasem bywam po stronie nauczycielskie prowadząc zajęcia w klasie 30 osobowej. Jest trudno. dzieci sa wychowywane w nadmiarze. Informacji programów, zabaw, filmów, wszytsko jest nudne i badziewiaste dla nich. Trzeba olbrzymiej wiedzy i doświaczenia i tego czegoś by miec posłuch i zozumienie. Nie zgodze sie z Tobą, że Ty sobie radzisz, a pani nie to znacyz, ze jej metody są złe a Twoje dobre. To uproszczenie.
    NAsze cudowne, mądre dzieci w grupie zachowują się cąłkiem inaczej niż przy nas, czasem rodzic nie rozpoznałby swej pociechy…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *