Wiosenna pogoda kłamie.

Przecież zima, przecież właśnie minęły Święta.
Brakowało śniegu za oknem w trakcie wieczerzy, nie szczypał mróz gdy poszliśmy wieczorem na Jasełkę do kościoła. A teraz mokro i błoto okleja buty.
Wigilię spędziliśmy tradycyjnie po trochu u jednych i drugich rodziców.
U rodziców Maćka byliśmy tylko my. Magda nie przyjechała tym razem, więc teściowa popłakała sobie ukradkiem. Pyszne pierogi, z których tym razem upodobałam sobie te ze śliwkami. Adaś stękał nad każdą potrawą, odcinał „złe” kawałki pierogów, a rybę przeżuwał niczym gumę. Choinka srebrno-czerwona, a balkon mrugający światełkami.
U moich rodziców pyszny karp i barszczyk, a na choince mnóstwo czekoladowych mikołajków, które wyszukiwał Adaś. Olek Nieśpiotek zdominował zainteresowanie rodziny i jak zauważył Adaś, dostał chyba najwięcej prezentów. Adaś zjadł trochę chleba + jedno jajko i zajął się rozdawaniem prezentów. A było tego sporo, bo poza nami, rodzicami, siostrą z mężem dotarła też babci. Dziadek nie przyszedł bo jest obrażony na śmierć i życie. Trochę przykro, a babcia ma do niego wyraźny żal, który odczułam w trakcie składania życzeń. Na moje – „oby w przyszłym roku i dziadek dopisał” rzekła niezbyt powściągliwie – „ a mam go w dupie”. I tyle.
Jasełka o 21 bardzo przyjemna. Adaś powędrował do kościoła z latarką, co zauważyłam dopiero w trakcie mszy kiedy podświetlał sobie kieszeń w kurtce. Zapodział się Jezusek. Dzieci odgrywające role Marii i Józefa wychodząc ze stajenki zapomniały o lalce. Spanikowany góral mówił coś bezgłośnie do katechetki, wyciągnięto Jezuska zza ołtarza, a chłopiec – właściciel gospody – podskakiwał robiąc głupie miny za kartonem imitującym ścianę.
Pierwszy dzień Świąt znowu rodzinny. Obiad u moich, kolacja u rodziców Maćka. Wieczorny spacer pozwolił nam ochłonąć i zapomnieć na chwilę o pełnych stołach.
Drugi dzień Świąt wsiowy. Pojechaliśmy odwiedzić rodzinę Maćka. Najpierw skacowany, samotny wujek. Żal mi go. Mieszka teraz zupełnie sam w upadającym gospodarstwie. Dwa koty, dwa psy, z których jeden chory. Smutek po kątach. Szaro, brudno i cicho. Po obiedzie u wujka odwiedziliśmy ciocię i jej liczną rodzinę. Tam gwarno, wesoło i rodzinnie. Podziwiano mnie i mój brzuch, dziwiono się temu jak szybko rośnie Adaś. Mały Kuba zasuwał na czworakach pod stołem.
Choinka się sypie skubana. Staramy się jej nie dotykać, a nawet nie oddychać gdy przechodzimy obok ;). I wciąż pachnie pierniczkami, które zrobiłam z pomocą Adasia. Pyszne są. Zresztą wszyscy je chwalili, bo do każdego prezentu dołączyliśmy woreczek z piernikami. I gałązkę jemioły.

Ewa
Ten wpis został opublikowany w kategorii Kategoria. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

12 odpowiedzi na Wiosenna pogoda kłamie.

  1. banal pisze:

    uśmiałam sie z Babci tekstu:)
    krótko i zwieżle:)

  2. ikea pisze:

    musiało być milutko
    a dzieci jak grają to zawsze jest uciecha
    a co do wuja to czasami niestety los taki bywa

  3. skaf_ pisze:

    zajadła babcia

  4. orka pisze:

    Babcia to chyba niezły aparat :)) Rozśmieszyła mnie tym dosadnym, krótkim tekstem 🙂
    Dobrze, że Wy odwiedziliście wujka… Pewnie zrobiło się mu przyjemnie i już nie czuł się samotnie.
    Tak sobie pomyślałam, że fajnie, iż ma te zwierzęta. To czasem najlepsi przyjaciele… .

  5. ukryta pisze:

    W tym roku wszystkie choinki się sypią. Może dlatego, że ta wiosna na dworze???

  6. gudrun pisze:

    fajnie tak wszędzie razem:)))

  7. skuter pisze:

    Zastanawiam się i zaczynam się bać, czy wszyscy faceci tak wrednieją na starość?

  8. skuter pisze:

    I chciałem jeszcze skromnie zapytać, czy przesyłka dotarła (e-mail)

  9. ala pisze:

    no i co tu powiedzieć – uśmiecham się 🙂

  10. at-last pisze:

    moja babcia telefonicznie złożyła mi zyczenia i też chyba coś „o dupie” było 🙂

  11. soul-sister pisze:

    bo generalnie piekna wiosne ammy tej zimy

  12. mortella pisze:

    kurcze każde rodzinne święta to istna tragikomedia

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *