Nie karmię

już piersią. Pewnie znalazłoby się w moich piersiach trochę pokarmu – nie sprawdzam. Dokarmianie zrobiło swoje. Potem szpital. Im więcej butelki tym mniej chętnie Kasia ssała. A raczej bawiła się moimi piersiami. Przez pewien czas ściągałam, aby przynajmniej jeden posiłek dziennie stanowiło moje mleko, aż nagle, z dnia na dzień piersi nie nabrzmiały, odmówiły produkcji, zwiotczały. Patrzę na nie i żałuję. Zdarza się, że mówiąc do Kasi, nosząc ją, całując, czuję w piersiach charakterystyczne mrowienie. Coś im podpowiada, po co zostały stworzone. Przez chwilę brodawki stają się bardziej wrażliwe, mleko napływa…Mogłabym przystawić Kasię do piersi, ale nie robię tego. Nie chcę jej niepotrzebnie drażnić, i sama nie chcę cierpieć. Trudno to wytłumaczyć. Bardzo chciałam tym razem karmić piersią, a tak się jakoś głupio ułożyło, że nie umiałam tym moim piersiom zaufać. Czuję, że się nie sprawdziłam, poddałam niepotrzebnie. Inaczej to sobie wyobrażałam. Przy Adasiu nie odczułam rezygnacji z naturalnego karmienia tak boleśnie. Teraz jest inaczej. Czasem nie lubię nawet na swoje piersi patrzeć, nie mówiąc o dotykaniu. Wydają się tak idiotycznie zwyczajne, puste, zbędne. Kasia przystała na butelkę bez większego problemu. Dla mnie nie jest to takie proste.

Ewa
Ten wpis został opublikowany w kategorii Kategoria. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

9 odpowiedzi na Nie karmię

  1. missja pisze:

    zrobiła tak bo łatwiej z butelki. czytałam, że trzeba zrobić bardzo małą dziurkę w butelkowym smoczku.

  2. pepegi pisze:

    chłop jestem, nic klimatu nie kumam, więc się tylko ukłonię tą razą 😉

  3. orka pisze:

    Nie wiem jak to jest…, ale mam nadzieję, że wkrótce się z tym pogodzisz i nie będzie Cię to wcale bolało. Tego życzę.

  4. druga-mama pisze:

    Bo z karmieniem piersia to jest wlasnie tak jak napisalas – trzeba im zaufac.
    Wlasciwie zaufac naturze,zaufac naturalnemu porzadkowi swiata.
    A potem to juz prosta regula
    – popyt zwieksza podaz.
    Im wiecej maluch ssie tym wiecej piersi produkuja pokarmu.Ja bylam pierwsza od pokolen kobieta w rodzinie,ktora karmila piersia.Babcie,ciotki,mama moja nawet jeczaly,ze zaglodze dziecko,bo „u nas w rodzinie kobiety nie maja pokarmu”.Bzdura,mialy,ale nie wierzyly,ze sa w stanie wykarmic dziecko.
    Osobiscie bardzo lubilam karmic piersia,bo z natury jestem leniwa,wiec szlam na latwizne:)zadnych butelek smoczkow nigdy w domu nie bylo i problem z glowy.
    Podrozowalismy z maluchami,chodzilismy w gory a jedzonko zawsze bylo pod reka i zawsze podgrzane odpowiednio:)
    Ja lubilam i nie byl to dla mnie problem,ale uwazam,ze to osobista decyzja kazdej kobiety i skoro ja podjela to nie ma powodu zeby miec wyrzuty sumienia albo komukolwiek sie tlumaczyc.
    Znam tez baby,ktore katuja siebie i dziecko naturalnym karmieniem,choc robia to z obrzydzeniem i bolem wielkim,podkreslajac,jak bardzo sie poswiecaja.
    Tez mozna!
    Kaska wyrosnie na butelce tak samo zdrowa i piekna,nic sie nie martw!
    A karmienie piersia?
    Moze nastepnym razem sie uda:)??

  5. taka-sobie-kobietka pisze:

    Najważniejsze, ze jesteś z dnią. Na cycu, czy na butelce oby zdrowa była. Pozdrawiam:)

  6. my-little-something.jogger.pl pisze:

    Nie wiem nic o karmieniu piersią , mogę się tylko domyślać, że ma to podłoże bardziej psychiczne niż fizyczne…Takie uczucie minie pewnie jak wszystko nieprzyjemne…Chociaż to coś niesamowitego, być matką…Pozdrawiam całą familię i Zapraszam do siebie

  7. ala pisze:

    Myślę, że wypróbowałas wszystkie sposoby, by pokarm zatrzymac .. anyżek podobno czyni cuda …
    W każdym razie czujesz problem. I to jest najważniejsze. Bo wieje cudownym matczynym uczuciem. A to wyrównuje kazdy inny brak.

  8. skaf_ pisze:

    spoko przecież trochę karmiłaś

  9. gudrun pisze:

    Ewa, herbata z koperku i ustawiczne przystawianie dziecka do pierni, inaczej pokarm ucieknie:))) Ja karmiłam prawie dwa lata obie i wiele razy traciłam pokarm zrozpaczona, ale nie poddawałam się. Odciąganie nic nie da, bo Kasia uczy się, ze z butelki lepiej leci.
    A jesli już nie, to nie znaczy, że cycki niepotrzebne. Swoją rolę spełniły:)))

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *