Pani w słuchawce telefonu

zaświergotała: „bardzo zapraszamy do godziny 18, a poza tym dobrze że pani dziś dzwoni bo akurat mamy dodatkową atrakcję w postaci pokazu kujawskiego wesela, więc każdy znajdzie coś dla siebie, bilety kosztują tyle co zwykle..” i coś tam jeszcze.
Więc załadowałam Adasia w samochód i wyruszyliśmy na imprezę folklorystyczą wyposażeni w parasol szt.1, kurtkę szt.1, sweter szt.1, kubusia szt.1, petitki szt.1 i banana szt.1. Parasol, kurtka i sweter okazały się niepotrzebne bo jak na zawołanie zrobiło się ciepło i słonecznie. Skansen w Kłóbce znajduje się blisko Włocławka, a ja tam nigdy nie byłam. Tym bardziej Adaś. Dojazd na szczęście prosty, więc nawet ja sobie poradziłam bez nawrotów, pytania o drogę i zatrzymywania na poboczu w celu ustalenia właściwego kierunku jazdy. 😉 (zatrzymaliśmy się tylko raz – wracając, bo Adasia pęcherz groził zasikaniem fotela, z braku lasku sikał sobie Adaś tuż przy wypełnionej samochodami ulicy – po opróżnieniu pęcherza, machał ręką uradowany swym ekshibicjonistycznym postępkiem do przejeżdżających i doczekał się nawet odmachnięcia przez szyberdach jakiegoś wozu)

W Kłóbce jest naprawdę fajnie. Sporo chat do oglądania, a w nich izby z dawnym wyposażeniem, poza tym maszyny, wozy, drewniane sanie, kuźnia, obsrane kozy, wiatrak koźlak, gospoda, urządzenia strażackie, konie. Można było pochodzić na szczudłach, spróbować prać na tarze, przesiewać zboże, orać, wyciskać hafty, posmakować chleba ze smalcem no i kupić: podkowy, ozdoby z żelaza, wisiorki, kurki, aniołki, serwetki, garnki, miski, koszyki, miód, obrazki na szkle…uchhhhhh…cuda, cudeńka. Występowały siwe (jeśli chodzi o wiek członków) zespoły – „Kujawy” i „Dębowiacy”. Panowie przytupywali siarczyście, a panie piskały w odzewie. Zboczone przyśpiewki wywoływały rechot oglądających, a tańce nagradzano oklaskami. Oj działo się ;))) Było mnóstwo ludzi co mnie zaskoczyło i sporo paniuś w szpilkach wbijających się w trawę. No ale pewnie niedziela zobowiązuje 🙂 Nie mogliśmy dogadać się w sprawie widokówki na pamiątkę. Mnie podobała się zimowa z soplami u strzechy, Adasiowi inna, przedstawiająca dziewczynę w stroju kujawskim głaszczącą kozy. Zamiast kupić obie wybrałam trzecią. Słońce tak mocno grzało przecież…. 🙂

DSCN3926.JPGDSCN3901.JPG

znalazło się nawet coś dla Kasi 🙂
DSCN3943.JPG

Ewa
Ten wpis został opublikowany w kategorii Kategoria. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

9 odpowiedzi na Pani w słuchawce telefonu

  1. missja pisze:

    hhee, niech żyją skanseny !

  2. jbk pisze:

    a jakby lało, a Wy mieliście jeden tylko parasol?

  3. ala pisze:

    Lubię takie cofnięcie się w czasie. Na chwilę. Coś jest w duchu przeszłości, że i skansen zachwyca …. i wawel ….

  4. orka pisze:

    Moje poprzednie studia to etnologia. Przez 5 lat łaziliśmy po różnych skansenach non-stop. Nie pracuję w swoim zawodzie i nie chodzę już po tego typu miejscach a szkoda… . Mają swój urok i pewien swoisty klimat.

  5. ikea pisze:

    musiało byc miluchno
    zawsze lubiłam takie odwiedziny zawsze sobie wyobrażałam jak to było
    ahhhh

  6. soleil pisze:

    No i sama powiedz, czy ta prostota nie ujmuje? Mnie bardzo.

  7. hey-mama pisze:

    Fajnie spędziliście dzień. Takie miejsca mają swój klimat, taki bardzo swojski klimat, ktorego nie można nie lubić :-)**

  8. ata pisze:

    pozwoliłam sobie dodać Twojego bloga do linków na moim:) http://www.ata-kce.blog.onet.pl licze na odwiedziny;)

  9. adewma pisze:

    Missja: niech żyją !

    Jbk: ale mieliśmy też kurtkę 🙂

    Ala: do Wawela mam taaaaaaak daleko

    Orka: i zapaszek momentami 😉

    Ikea: 🙂

    Soleil: owszem, ale nie chciałabym cofnąć się w czasie i żyć tak jak tamci ludzie 😉

    Hey-mama: no ja lubię!

    Ata: zajrzę

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *