Jeszcze parę lat temu

posiadanie telefonu komórkowego było dla mnie czystą abstrakcją. A teraz? Na początku mieliśmy tylko jeden, wspólny, a w chwili obecnej są trzy. Najstarszy numer należy do mnie, a chłopaki mają telefony na karty. Jest jeszcze telefon stacjonarny. O zgrozo! Nawet się nie obejrzę, a Kasia będzie gadała do swojego, różowego, upstrzonego motylkami czy biedronkami aparatu. I wymieniała w przedszkolu numerami.
O niezbędności komórek niech świadczy takie oto zdarzenie:
Szykuje w kuchni poranne mleko dla Kasi. Nagle rozlega się telefon w przedpokoju. Zestresowana sięgam po słuchawkę ( bo przecież mogą dzwonić z pracy, że muszę przyjść, że przyszło pismo, że koniecznie…), pytam „słucham?”, a po drugiej stronie odzywa się głos zaspanego Adasia – „zrób mi picieeeee”.
Do kuchni ma parę kroków, no ale po co się przemęczać? 🙂

Ewa
Ten wpis został opublikowany w kategorii Kategoria. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

9 odpowiedzi na Jeszcze parę lat temu

  1. missja pisze:

    heheh, no nieźle. Mi przydaje się w markecie, jak każde z nas rusza w inną stronę ale zakupy chcemy zrobić razem. 1 lub 2 sekundy zajmuje powiedzenie: Kasa 17 lub warzywa, sery, mineralne 😉

  2. ikea pisze:

    a kto Mu płaci za karte ???
    szczerze to nie kupiła bym dziecku komórki

  3. Ryba pisze:

    Komórka dobra rzecz, zwłaszcza, jak się całe dnie na dworzu spędza, a czeka się na ważny telefon- od potencjalnego pracodawcy na ten przykład.

    Moja babcia ma komórkę,ale taką tradycyjną, drewnianą, na rowerki na przykład,na podwórku. I zapytał ją 3-letni prawnusio, Max, co to takiego. Babci wyjaśnienie podsumował wielkimi oczami i wielkim w nich znakiami zapytania:) takie czasy.

  4. thernity pisze:

    No:-D kiedyś komórka to była na rowery, przetwory albo na ziemniaki:>>>

  5. ukryta pisze:

    😀 Bingo! (że tez ja na to nie wpadłam!!!)

  6. orka pisze:

    Znam małżeństwo, które ma tak wielki dom, że gdy chcą się wzajemnie znaleźć, dzwonią do siebie… .

  7. jbk pisze:

    młody czasem dobrej nocy mi życzy 🙂 a jak wychodzi na dwór i zapomni, że trzeba psa wyprowadzić, to mu przypominam. oczywiście założenie jest takie, że raz w miesiącu dostanie kartę za 20 złotych, nie więcej.

  8. mortella pisze:

    🙂 zdarza sięa w willi rodziców to już nagminnie- moja rodzina także potrafi mnie rozbroić.

  9. adewma pisze:

    Missja: ooo. W markecie mamy to samo 😉

    Ikea: my płacimy raz w miesiącu…inne czasy są..może kiedyś zmienisz zdanie 😉

    Ryba: komórka odbiera nadzieję, że pracodawca mógł zadzwonić na stacjonarny pod twoją nieobecność :)… mam nadzieję że się wkrótce doczekasz

    Thernity: 🙂

    Ukryta: sprzedaję ci ten pomysł :)..a w zasadzie oddaje za darmo

    Orka: to chyba przesada…

    Jbk: dokładnie tyle samo – 20 zł 😉

    Mortella: zauważyłam to czytając twojego bloga

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *