Nareszcie.

Po tylu miesiącach duchowego leżakowania odbiłam się od dna swej marnej egzystencji i wylądowałam w teatralnym fotelu, na balkonie, rząd pierwszy, miejsce nr 18. Zbyt długo dyndały mi przed nosem słowa: „muszę iść z Maćkiem”. Na pewno byłoby przyjemnie pójść razem, ale skoro on może żyć bez teatru, a ja niknę w oczach bez tego typu delicji, to nie powinnam się zastanawiać. I przestałam. Ktoś musi zostać z Kasią. Kupiłam bilety, zabrałam mamę i pojechałyśmy na „Belfra” w wykonaniu Wojciecha Pszoniaka.
Jaką on ma dykcję, jak pięknie mówi, jak wyraźnie! Bez problemu słyszałam każde słowo na odległym, tanim miejscu. Grał nauczyciela literatury. Po przejściach że tak powiem. Opowiadał swą historię nawiązując często jakby dialog z publicznością. Jego opowieść – chwilami zabawna, dotykająca dzieciństwa, marzeń, wyobrażeń na temat zawodu nauczyciela, chwilami wzruszająca, smutna, bolesna wręcz – miała zaskakujący finał. Bo co może zrobić nauczyciel, który dochodzi do wniosku, że jego praca, wysiłek nie ma sensu? Że młodzież, której próbuje przekazać piękno zawarte w wersach Szekspira, olewa jego starania. Że na nic poświęcenie, serce.. No co? Może zabić. I zabija. Któregoś dnia przynosi do szkoły karabin maszynowy i wybija połowę swojej klasy maturalnej.
Na scenie tylko biurko, wieszak, tablica. I pan Pszoniak. Wystarczyło abym poczuła się dobrze. Lepiej. W samochodzie znajome mamy zastanawiały się czy było warto wydać te pieniądze ( w ich przypadku 35 zł) aby na mało efektownej scenie naszego teatru pooglądać sobie jednego aktora w szarym garniturze . Ja nie muszę się nad tym zastanawiać. Nawet przez chwilę.

Ewa
Ten wpis został opublikowany w kategorii Kategoria. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

7 odpowiedzi na Nareszcie.

  1. Mama Gabrołka pisze:

    wiesz, najwyraźniej miłe panie nie nazywają teatru „delicją” i dlatego oczekują na megaperformance zamiast odebrać głebszą myśl

  2. mortella pisze:

    ja nie pami etam jak smakują takie „delicje”

  3. babcia malgosia pisze:

    Kiedy to ja byłam w teatrze? Zaraz, zaraz…
    Jak byłam nauczycielka, tez czasem miałam ochotę strzelac, ale na szczescie nie miałam zadnej broni, powstrzymywałam sie więc i mówiłam do rozrabiajacego zazwyczaj: przyjacielu (albo kocie złocisty), możesz rozrabiac, ale troszke ciszej.

  4. zycie-po-czterdziestce pisze:

    to podobnie jak film z m. konradem tez o nauczycielu polskiego …
    szkoda , ze ich pozabijal ….

  5. zycie-po-czterdziestce pisze:

    …ale .. ale… rozumiem twoja milosc do tych delicji 🙂

  6. Banan pisze:

    fajnie 🙂
    no ale na lepszą miejscówkę przyżydziłaś. Tak to byś miałą wyraźną dykcję wizji nie tylko głosu. Na dobrą sztukę nie ma co żałować kasiorki i tak więcej zeżresz (skonsumujesz).

  7. adewma pisze:

    MG: może, ale mimo tego miłe były

    Mortella: widocznie nie potrzebujesz

    b-m: a ja miałam zostać nauczycielką… żałuję mimo wszystko

    życie: to tylko fikcja, ale czasem rzeczywistość przerasta fikcję

    banan: a ty wcale nie chodzisz zgredzie!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *