Na dwupasmówce

to można trochę pofantazjować. Zmienić pas raz i drugi, przyspieszyć a potem puścić na luz z górki, wyminąć szybko jakiś chlapiący dostawczy, a potem hamować ostrzej przed światłami, omijać dziury slalomem gdy akurat nikt nie jedzie drugim pasem, podgłosić radio i sunąć sobie swobodnie bez potrzeby skupiania się na zakrętach, znakach, pierwszeństwie lub podporządkowaniu. I można nie zauważyć policyjnego wozu na poboczu. Ale potem, między jedną a drugą piosenką, można dostrzec, zbliżający się niebieski pojazd. I dojrzeć katem oka, jak zrównuje się wspomniany z moim zabójczym Clio. I jechać tak sobie można, lusterko przy lusterku, zderzak w zderzak, obok, na dwóch pasach. Ładny kawałek drogi. I udawać można, że się nie przekroczyło dozwolonej prędkości. I natychmiast, w obliczu niespodziewanego towarzystwa, pilnować mimochodem 80 na wskaźniku. I nie patrzeć na policjantów przez szybkę tylko wdzięcznie pozorować luz, spokój i postawę „ja?! ja panie władzo?!?. I odetchnąć można gdy figlarzom odechciewa się zabawy i przekraczając narzucone 80! prują sobie bezczelnie dalej w poszukiwaniu kolejnego drogowego romantyka.

Ewa
Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

14 odpowiedzi na Na dwupasmówce

  1. pepegi pisze:

    🙂
    „grunt to się nie przejmować i mieć wygodne buty”, jak twierdził kolega Bigos z „Niesamowitego dworu” z serii o Panu – nomen omen – Samochodziku.
    Tylko za tytuł knotki stawiam „dwuję” 🙂

  2. adewma pisze:

    o chole…

  3. ikea pisze:

    denerwuje mnie, że policjanci nie przestrzegają prawa drogowego
    w sumie nie dziwota kto ich zatrzyma

  4. woman-room pisze:

    A taki policjant z samochodziku stojącego na poboczu ostatnio nas zatrzymał , usiłując wmówić, że nie zatrzymaliśmy się przed znakiem stop. A my, no cóż ? Może to trwało umłamki sekund, ale zatrzymanie było. Poza tym powiedzielismy im, że stoją ukryci w złym miejscu i mają niezbyt dokładne pole widzenia, to się wkurzyli jeszcze bardziej, ale puścili nas ot tak sobie. ;-))

  5. waryjatka pisze:

    Najgorzej, że takie romantyki drogowe zdarzają się na drogach w mieście ;/ Ale ja zawsze tak chciałam jak na filmach amerykańskich, zarzucić zwiewną chustę na włosy, i jakimś cadillackiem (czy jak się to cholerstwo pisze) tak jechać po pustej drodze, słuchając fajnej muzyki, no… Kiedyś mi się nawet śniło, że miałam takie autko koloru jasno rózowego (uh…) ze srebrną kierownicą, a co najzabawniejsze, to że ja umiałam w ogóle tym jeździć 😀

  6. mortella pisze:

    tylko spokój nas uratuje… 🙂

  7. Mama Gabrołka pisze:

    postawę taka prezentowac można wobec władz tylko jeśli jest się piękną kobietą 🙂 kolesiowi nie uszloby na sucho 🙂

  8. Ryan pisze:

    Ja to zawsze ich pytam co tam słychac dobrego panie dziejku na komisariacie, czy okolica spokojna, i ze oni to mają niebezpieczna prace i jeszcze pytam jak sobie radza ze strachem ( bo ja to bym sie bała) i jeszcze ze za te ryzyko to powinni dużo więcej zarabiać,i tak zagaduje zagaduje zupełnie nie na temat i często się zagadają…I jak juz dojdą do dzieci i do kiepskiego lub wręcz przeciwnie komendanta a ja pytając o staz pracy stwierdze ze przeciez z takim doświadczeniem to On powienien byc komendantem…zwykle się udaje bez płacenia choć nie zawsze.
    Kiedyś zapłaciłam 200złotych, a miałam iść za to do okulisty;-))

  9. kamytchek pisze:

    Ja jestem romantyczką na rowerze.Kierowcę mam, ale bez samochodu. Mandaty płacę, ale za brak biletu 😀

  10. thernity pisze:

    kurcze, jak mi brakuje jazdy samochodem!!!!….

  11. ala pisze:

    drogowych romantyków nie brakuje – czasem śledzą lot motylka za szybą i zwalniają do trzydziestu 😉 więc wolę fantastów, którzy raz jeden pas, raz drugi i grzeją do przodu w granicach zdrowego rozsądku 😉

  12. adewma pisze:

    Ikea: nie dziwota 😉

    Woman-room: dobrze, że się nie upierali

    Waryjatka: zapomniałaś o okularach, one zawsze mają takie duże, czarne…albo podłużne fikuśne 😉

    Mortella: choćby pozorowany

    Soleil: no co! Co!

    MG: pisz tak częściej 😉

    Ryan: mam nadzieję, że okulistę odwiedziłaś mimo wszystko 😉

    Kamytchek: tyle nerwów mnie kosztuje przejazd bez biletu, że wole kasować

    Thernity: i nie ma w pobliżu nikogo, kto pozwoliłby ci pokierować swoim?

    Ala: byle nie przesadzić 😉

  13. kamytchek pisze:

    Tyle tylko,że ja czesto nie wiem,że jadę bez biletu.Zapominam i czasem mi kontroler przypomni, że trzeba ten kartonik włożyc do tej skrzyneczki:D

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *