Gdy nam

totalnie odbija (a tak jest teraz, na skutek nieobecności Adasia) to zaczynamy być dla siebie słodko mili i operujemy słowami, które nas śmieszą i których normalnie nie używamy.
„Kochanie, chcesz herbatki” – ja
„Tak żabko” – on
„Misiu mógłbyś umyć naczynia?” – ja
„Skarbie, boli cię brzuszek?” – on
„Słoneczko ty moje, gdzie jest program?” – ja
„Dziękuję kochanie”
„Proszę kotku”
„Tak kochanie”

Po kolejnej wymianie zdań w tym stylu, Maciek jęknął: Nie, nie mogę tak dłużej żyć…ropuchu, rudzielcu to mogę do ciebie mówić cały czas.

Ewa
Ten wpis został opublikowany w kategorii Kategoria. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

8 odpowiedzi na Gdy nam

  1. ikea pisze:

    zbyt cukierkowo też nie może być 😉

  2. b pisze:

    eee:)
    mowie do slubnego 'kochanie' jak cos chce:)

  3. MG pisze:

    u nas takie słowa istnieją w WaLENTYNKI, na codzień słyszę „co, moje żonidło?” 🙂

  4. thernity pisze:

    to wam odbiło 😉

  5. z-nim pisze:

    A mój R. na codzień raczy mnie slodkim Zgagulcu, czy Świnko…Badzo romantycznie, bardzo…

  6. woman-room pisze:

    Pewnie nieźle się bawiliście przy tych słodkościach ;-))

  7. adewma pisze:

    Ikea: u nas nie

    B: podstępna!

    Mortella: ? 😉

    MG: a ja np. słyszę: Kubusiu 😉

    Thernity: jak napisałam – totalnie 😉

    z-nim: Świnko mi się podoba 🙂

    woman-room: owszem..do czasu 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *