Pierwsze wspólne wakacje.

Ja miałam 18 lat, Maciek 19. Chodziliśmy ze sobą od kilku miesięcy. W jeden ze słonecznych dni spędzanych nad Wisłą, zdecydowaliśmy, że wyjedziemy. Do „Zacisza” – ośrodka, w którym przebywali rodzice Maćka. Sami nas tam zaprosili wiec skorzystaliśmy. Pierwszą noc spędziliśmy w namiocie, tuż przy ogrodzeniu Ośrodka. Jednak gdy dyrektor placówki dowiedział się o „nielegalnych” koczownikach, kazał nam zwinąć manatki. Wtedy skorzystaliśmy z zachęty rodziców i przenieśliśmy się do ich pokoju. Oni – w trójkę (z siostrą Maćka) spali na dwóch zsuniętych łóżkach, a my na trzecim – razem. Bez cienia pretensji z ich strony, o tę kilkudniową ciasnotę. Rowery, jagody, jezioro, świetliki, las, wspólne prysznice, spacery. Dużo dobrych chwil, chociaż nie obeszło się bez mojego obrażania o byleco. Ale to był standard w tamtych czasach, który Maciek znosił z pokorą i godną podziwu cierpliwością. 😉 Po powrocie do miasta wykluła się możliwość wyjazdu nad morze do Darłówka. Pojechaliśmy w czwórkę – z moją mamą i siostrą. W pociągu znowu się obraziłam, ale mi przeszło. 😉 Chciano nas zakwaterować w jednym pokoju, jednak udało się wybić gospodarzom z głowy ten pomysł. Mogliśmy być sami. Ileż olejków i kremów zużył Maciek wcierając je w moje ciało. No bo przecież byłam bardzo opalona, a on dbał o to aby mnie odpowiednio nawilżyć. 😉 Pierwszego dnia wrzucił mnie do morza w ubraniu i butach. Z radości. W Darłówku kupiliśmy sobie takie same beżowe spodenki, zbudowaliśmy mnóstwo zamków z piasku, nacieszyliśmy się swoją bliskością. Wtedy punktów gastronomicznych było jak na lekarstwo więc jeden z niewielu, obskurny bar, w którym jadaliśmy, był oblegany koszmarnie…Most zwodzony, płatna plaża, facet z kukurydzą w pobliżu naszej kwatery. Droga do Darłowa pełna drzew. Dużo słońca…No i straciłam dziewictwo. Ale jakoś tak bezboleśnie, po cichu i nie w pełni tego świadoma. 😉 W czasie pobytu nad morzem zrobiliśmy bardzo dużo zdjęć. Jednak przepadły, bo Ania chciała sobie pomajstrować przy aparacie i prześwietliła kliszę. Dlatego ostatniego dnia powstała szybka, rozpaczliwa sesja, która miała uwiecznić wszystkie miejsca, w których bywaliśmy. Ale tak naprawdę to seria zdjęć utrwalająca nasze uczucie. Trochę naiwna. Trochę monotonna…Piękna. Chyba najpiękniejsza jaką mamy.

Tamtego lata przeżyliśmy też bardzo fajny deszczowy dzień. Wybraliśmy się nad Wisłę aby wygrzać ciałka na piasku, ale pogoda zmieniła się niespodzianie i lunęło. Początkowo biegliśmy szybko po to aby zdążyć się gdzieś schować, ale potem to już nie miało sensu. Przemokliśmy momentalnie. W butach nam chlupało, włosy stały strąkami, a bluzki przykleiły się do ciał. Moja biała, stała się zupełnie przezroczysta, a tamten cienki staniczek niczego nie ukrywał. Wskakiwaliśmy w kałuże z całej siły, stawaliśmy pod rynnami, a w autobusie śmialiśmy jak szaleni. Suszyliśmy się potem dokładnie. Tym bardziej, że akurat nikogo nie było w domu 😉

Ewa
Ten wpis został opublikowany w kategorii Kategoria. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

20 odpowiedzi na Pierwsze wspólne wakacje.

  1. missja pisze:

    Ewa, masz talent do łzawienia moich oczu, piękna historia.

  2. Banan pisze:

    noooo – piękna 🙂

  3. b pisze:

    a fotke jakas wkleisz?:)

  4. Ania pisze:

    Ile to rzeczy można się dowiedzieć na blogu:)) A tej kliszy prześwietlonej z mojej winy, nie pamiętam:)) O ja podła, a chciałam się tylko pobawić aparatem:))

  5. kociubinska pisze:

    Zupełnie jak w prawie wszystkich filmach romantycznych: on i ona w deszczu 😉
    Piękne wspomnienia.

  6. Mama Gabrołka pisze:

    rany boskie, i całe życie z Tym Jednym? 😉 gratuluję!

  7. ikea pisze:

    MILUSIŃSKIE TAKIE WAKACJE 😉

  8. trutje pisze:

    To niesamowite! Ale ja z moim MMŻ też w Darłówku spędziłam swoje pierwsze wspólne wakacje! I były to najpiekniejsze wakacje w moim życiu! Pozdrawiam

  9. mortella pisze:

    jestem z Facetem tyle czasu a nie bylismy jeszcze razem na wakacjach :/

  10. szkrabi pisze:

    A my na pierwsze wakacje razem (jedenaście lat temu!) pojechaliśmy do Zakopanego. Piękne to były czasy.

  11. mały pisze:

    W sprawie poprzedniej notki.
    Jak czemu? Syna głodzisz!

  12. mały pisze:

    Ewuniu, masz wstęp do dobrej książki.

  13. Ryan pisze:

    ja w głowę zachodze jak tu skomentowac utratę dziewictwa;-))

    ps. Kuba, kalendarz piękny. Nie odwdzięczę się jednak tym samym bo byś pękła ze śmiechu.Jeszcze raz dziękuję;-))

  14. sarahh pisze:

    🙂
    nie ma co komentowac!

  15. z-nim pisze:

    heh…powrócilam do swoich wspomnień…

  16. adewma pisze:

    Misjja: tak, ładnie się zaczęła 😉

    Banan: no ;P

    B: ok., wkrótce, specjalnie dla ciebie

    Ania: podła, podła!!!

    Kociubińska: ależ tuzinkowi byliśmy 😉

    MG: przecież ja mam dopiero (!!!???) 33 lata 😉

    Ikea: noooo

    Trutje: ale rok pewnie nie ten sam…

    Mortella: wspólne wakacje to idealna pożywka na późniejsze, szare, bure, nudne, nijakie, bylejakie…dni ;))

    Szkrabi: a my 15 lat temu!!

    Mały: eee tam…nudy na pudy

    Ryan: uwielbiam pękać 🙂

    Sarahh: no niby nie 🙂

    z-nim: a na zdrowie 😉

  17. pepegi pisze:

    jejjj ale pięknie i promiennie się Ewa uśmiechnęła słownie do wspomnień – że po prostu człowiek musi się też uśmiechnąć i zadumać. i cieszyć razem z Wami, że te wspomnienia nie takie znowu odległe od tego, co macie teraz, w gruncie rzeczy chyba, nie?

  18. karo pisze:

    śliczne.
    my też skończyliśmy liceum, kiedy wszystko się zaczęło. z uśmiechem przeczytałam twoje wspomnienia. teraz odkopuję swoje 🙂

  19. Foksal pisze:

    a to świntuszki z was troszke były.. I syn to pamiątka z tamtych wakacji???

  20. adewma pisze:

    foksal: nie z tych pierwszych 😉

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *