„Małe zbrodnie małżeńskie”

Rola pani Magdy Zawadzkiej pełna była zwrotów. Zmiany nastrojów bohaterki, którą grała, dawały jej możliwość ukazania talentu aktorskiego. Szczebiotka, misiaczek, histeryczka, zazdrośnica, pijaczka, romantyczka…Tupała nogami, krzyczała, popychała (siwego pana Leonarda Pietraszaka), robiła dzióbek, tuliła się, fikała zgrabnymi nogami.. Była świetna. I wcale nie widziałam w niej Baśki Wołodyjowskiej (no może przez chwilę) tylko dojrzałą, namiętną, zakochaną Lisę. Kreacja pana Leonarda bardziej stonowana. Jego Gelles to mężczyzna interesujący. Pisarz zakochany w żonie, jednak nie umiejący jej tego okazać. Domowy „wypadek” daje obojgu możliwość poznania prawdziwego oblicza partnera. On udaje, że ma zanik pamięci, ona manipuluje nim przekręcając fakty. A chodzi przecież o próbę zabójstwa. Niby poważna sprawa, ale ukazana w sztuce bardzo łagodnie. Bo ona chciała go zabić z miłości. Bo tak strasznie bała się, że odejdzie, że zostawi ją dla młodszej. Czuła się gorsza, odstawiona na boczny tor. Kochała nie do zniesienia. Cierpiała. A on myślał, że nienawidzi.
Wybaczył. Wybaczyła.

Fajnie było, a potem pędem do samochodu. Minęłam jakąś parę. On w kapeluszy, wysoki, w płaszczu, ona stukająca obcasami, uwieszona na jego ramieniu, w futerku. W wieku moich rodziców. Szli powoli i rozmawiali o sztuce. Wyłowiłam kilka słów. Pozazdrościłam.

Kasia jeszcze nie spała. Przywitała mnie promiennie gulganiem zza smoczka. Adaś odrabiał lekcje na podłodze. Maciek ścielił łóżko.
– Dobrze się bawiłaś?
– Tak, tym razem świetnie.

Ewa
Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

13 odpowiedzi na „Małe zbrodnie małżeńskie”

  1. b pisze:

    Czasem lepiej isc sie samej po/zabawic niz ciagnac slubnego.
    moj ZA bardzo marudzi 🙂

  2. Sławka pisze:

    Eh tam 1 To do Was do Wlocławka przyjeżdżają takie fajne sztuki z Warszawki!?
    U nas w Toruniu to kicha z tym teatrem , te same sztuki nie schodzą z afisza latami i co tu duzo gadać ciężekie strasznie są. Z Wawy jak przyjeżdża to najczęściej Komedia , bilety cholernie drogie i rozchodza się jak ciepłe bułeczki , że zanim się zorientuję to już po ptokach. I Ty tak samiuśka do teatru? lubisz sama?

  3. ikea pisze:

    ojj tak miluchno jak widzi się taką pare

  4. MG pisze:

    Gaby niania stanowi ze swoim mężem taka parę. ech, pozazdrościć…

  5. M. pisze:

    ja też czasem zazdroszczę wspólnych pasji, a potem sobie przypominam, że taka rozbiezność w zainteresowaniach to w zasadzie czysta frajda!

  6. orka pisze:

    Ja Zawadzką właśnie tak zawsze kojarze… .

  7. thernity pisze:

    eeehhhh, poszłabym sobie do teatru..

  8. anulina pisze:

    czytałam te książke kilka dni temu. jedyna, którą udało mi się przeczytac od przeprowadzki 😉

  9. woman-room pisze:

    Takie wyjścia wiele dają :-))

  10. abyssalangel pisze:

    ahhh kocham tę sztukę…Chociaż miałam przyjemność tylko ją przeczytać …dawno nie wpadałam, ale muszę nadrobić straty

  11. Ryan pisze:

    a co miało oznaczać: „tym razem…”?

  12. kamytchek pisze:

    Ewa, a czego właściwie pozazdrościlaś? Wybacz,za to być może, osobiste pytanie.
    Ciepło pozdrawiam :))

  13. adewma pisze:

    B: mój nie marudzi, ale nie przeżywa 😉

    Sławka: w naszym teatrze bilety na balkonie kosztują od 10 do 20 zł..za małe pieniądze można zobaczyć czasem coś naprawdę fajnego…gdybyś chciała, to nie widzę problemu aby kupić bilet dla ciebie…daj tylko znać, a się dogadamy 😉

    Ikea: tak, przyjemny widok

    MG: za parę lat też tacy będziecie?

    M: taaaa?

    Orka: nie ucieknie od tamtej roli 😉

    Thernity: Włocławek zaprasza 🙂

    Anulina: ale trafiłam!

    woman-room: dają…do myslenia 😉

    Abyssalangel: nadrabiaj, nadrabiaj…

    Ryan: bo wcześniejsza sztuka trochę mnie rozczarowała 😉

    Kamytchek: rozmowy o…rozmowy po…dyskusji być może

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *