Jakoś

dziwnie podciągał się przy rurce autobusowej, w końcu usiadł i uśmiechnął się do matki. To musiała być matka, bo mimo jego charakterystycznego szczerego, naiwnego wyrazu twarzy, można było dostrzec między nimi podobieństwo. Miał granatową czapkę naciągniętą na uszy, pryszcze – jak to nastolatek, i rozglądał się ciekawie wokół. Pokazywał jej coś, a potem mówił patrząc prosto w oczy. Ona cały czas tłumaczyła, uśmiechała się, nachylała nad nim, słuchała. Śmiał się. I ona się śmiała. Całą drogę mieli sobie coś do przekazania. Nie dostrzegłam w tej matce złości, zniecierpliwienia, żalu, tylko jakiś spokój, czułość, oddanie. Nie potrzebowała współczucia. Jednak ja chłonęłam ich relacje z końca autobusu i tak mnie ściskało od środka. Tak mi się ryczeć chciało, ze aż przełykałam ślinę. A potem wysiedli pomału, i ona pomagała mu iść. Kuśtykał zaciągając prawą nogą wsparty na jej ramieniu.

Jakie ja mam niesamowite szczęście. Mam zdrowe dzieci. Wiem o tym, ale dopiero w takich sytuacjach dociera to do mnie w dwójnasób. Wracam do domu, rzucam torbę, targam na powitanie czuprynę Adasia, dajemy sobie buziaka, biorę Kasię na ręce, ona ogląda moje kolczyki. Zwyczajnie, a jednak wcale nie.

Ewa
Ten wpis został opublikowany w kategorii Kategoria. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

13 odpowiedzi na Jakoś

  1. Foksal pisze:

    Najważniejsze, że był zdrowy umysłowo, co tam kuśtykanie, kochana moja:)Ciało nie liczy się aż tak bardzo, wiem coś o tym.

  2. adewma pisze:

    chyba nie wyraziłam się precyzjnie
    samo kustykanie nie poraziłoby mnie tak mocno

  3. Milo pisze:

    A ja zrozumiałam Cię doskonale.
    Znam taką parę od dzieciństwa. Widywałam ich nieraz w drodze do szkoły. Ten jego ufny, głupkowaty uśmiech (sorry, ale taki własnie jest, nie chcę nikogo urazić), mnóstwo pytań i jej spokój, cierpliwość… Teraz syn ma jakieś 40 lat, matka koło 70-tki. Coraz ciężej znosi opiekę nad tym wiecznym dzieckiem, widać zmęczenie na jej twarzy… Wciąż prowadzi go za rękę…
    A ja nieraz myślę – co się stanie z takimi ludźmi, gdy umrze najbliższ osoba, jakie piekło ich spotka… Jaki musi być ból w sercu tej matki – wie, że odejdzie zostawiając swoje dziecko, tak jakby zostawiała małe, bezbronne…
    Jakie to szczęście dla człowieka mieć zdrowe dziecko – dziecko, które się usamodzielni, da sobie radę w życiu!

  4. ukryta pisze:

    Podziwiam wszystkie Matki, i tych zdrowych i chorych dzieci!

  5. Foksal pisze:

    Ahaaaaa:)

  6. MG pisze:

    Milo oddała wszystko to co mogłabym napisać ja.

  7. b pisze:

    mialam mloda w szpitalu -naogladalam sie dosc i DOCENIAM to ze mam ich obydwoje zdrowych .

  8. lustrzane-odbicie pisze:

    Mnie to uderzyło, jak córka była w szpitalu.
    Że jej wadę medycyna nauczyła się naprawiać. Jedna operacja i druga, pozostały blizny, na szczęście tylko te na ciele, ślady maestrii lekarzy.
    Największe szczęście to zdrowie dzieci!

  9. waiting pisze:

    los obdziela nierówno…. jednym daje zdrowie a innym nie…

  10. woman-room pisze:

    Ewo

    Ty potrafisz docenić swoje szczęście, to bardzo wiele. Przewaznie ludzie marudzą, narzekają, nie zdając sobie sprawy z tego co „posiadają”.
    Umiejętność cieszenia się i doceniania to wielka sztuka. Pozdrawiam serdecznie :-)**

  11. mały pisze:

    Też często o tym myslę, a jednak nie mogę znaleźć wspólnego języka z najstarszą córką i tak często ranimy siebie na wzajem

  12. sarahh pisze:

    masz racje.
    nie do konca doceniamy to co mamy, bo wydaje sie nam to zupelnie normalne i naturalne.
    dopiero takie sytuacje uswiadamiaja nam, jakie mamy szczescie.

  13. Agnieszka pisze:

    Jestem mamą Kuby o „głupkowatym uśmiechu”…(Milo, przepraszam, ale naprawdę, uwierz mi, przykro się to czyta)i wiecie co, ani ja, ani moje dziecko nie czujemy się przez to mniej szczęśliwi, a zwłaszcza gorsi (niestety, niektóre osoby patrzą na nas „z góry” i tak jak byśmy byli z jakiegoś innego świata, a wcale tak nie jest). Mam drugie,jeszcze małe, zdrowe dziecko i to, że urodziło się zdrowe, nie uspokaja mnie całkiem, bo mam świadomość, że zdrowie nie jest nam dane raz na całe życie, z chwilą narodzenia…W życiu tak wiele rzeczy się zdarza i dziwię się, że niewiele osób ma tego świadomość… Życzę zdrowia wszystkim naszym dzieciom, oby nigdy ich nieopuszczało. Pozdrawiam serdecznie Aga

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *