Długo się wahałam,

ale za namową Maćka, wysłałam swoją aplikację do Gdańska. W Firmie wciąż krążą informacje o naborze wewnętrznym na różnorodne stanowiska, więc z jednej z nich postanowiłam skorzystać. Po dwóch tygodniach zadzwoniła pani i zaproponowała mi spotkanie w siedzibie Koncernu, w Gdańsku. Ustaliliśmy z Maćkiem co mam odpowiedzieć gdy padnie pytanie o moje oczekiwania finansowe i pojechałam. W niedzielę wieczorem z przystanku w Sopocie odebrała mnie Magda. Połaziłyśmy chwilę po molo, po oświetlonych uliczkach miasta i pojechałyśmy na kolację do domu. Potem sen, a rano w poniedziałek do Gdańska zawiózł mnie Rafał. Dotarłam pod właściwy pokój i czekałam. Denerwowałam się, więc chodziłam po korytarzu z kąta w kąt próbując wyluzować. Nie do końca się udało. W obliczy trzyosobowej „komisji egzaminacyjnej” nieco przybladłam. Rozmowa miała przebiegać etapowo. Najpierw pani zajmująca się rekrutacją, potem ja, potem szefowa Wydziału Controlingu, ja, Dyrektor Biura w którym miałabym pracować no i ja. Nie doszło do pytań na których mi zależało. Nie było mi dane porozmawiać z nikim poza panią Kadrową. Nie ułatwiała mi tej rozmowy. Czułam się jak głupia, mała dziewczyna z prowincji o wygórowanych ambicjach zarobkowych. Uśmiechała się, a potem atakowała z delikatną ironią. No cóż. Nie błyszczałam elokwencją w obliczu jej pewności, rzeczowości i chyba małej przychylności dla mnie. I gdy zapytała o pieniądze, a ja rzuciłam kwotę, która ponad dwukrotnie przekraczała tę, jaką oni mogli zaproponować, sprawa się zamknęła. Komisja zamilkła patrząc to na siebie to na mnie, a ja poczułam się jak idiotka. Uznałam, że nie ma o czym rozmawiać, coś tam bąknęłam o mylnych widocznie moich wyobrażeniach na temat zarobków w Dyrekcji, podziękowałam za czas mi poświęcony, pożegnałam się i wyszłam. Dziś rozegrałabym to inaczej. Postarałabym się porozmawiać z pozostałą dwójką. Ale byłam zniechęcona całą rozmową i płacą, którą mi zasugerowano. A przecież praca tam wiązałaby się z rewolucją w moim życiu! Rozstaniem z rodziną, potem przeprowadzką być może, totalną zmianą. Poddałam się. Poszłam na starówkę i podpaliłam Kościół.

DSCN1515.JPG

A tak na serio to spędziłam cztery urocze godziny na: łażeniu po starych uliczkach, zaglądaniu do Galerii i podziwianiu obrazów różnorakich, oglądaniu bursztynów, gołębi, statków, siedzeniu w Kawiarence naprzeciwko żywego posągu przypominającego Lennona, wpatrywaniu się w wodę, obserwowaniu turystów. Spacer zaowocował mnóstwem zdjęć, kolczykami z zielonych muszli, magnesem na lodówkę z rysunkiem chat rybackich i starym numerem „Kuźni Młodych” z 1933r., który wygrzebałam w antykwariacie. Słońce przygrzewało, zobaczyłam Neptuna, gawędziłam z przewodniczką wycieczki ze Śląska, pan z dworca proponował mi kawę, a w pociągu nadgoniłam „Warunek” Rylskiego.
Trochę na tarczy, ale za to z opalonym nosem, wróciłam do domu.

DSCN1424.JPG

Ewa
Ten wpis został opublikowany w kategorii Kategoria. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

13 odpowiedzi na Długo się wahałam,

  1. MG pisze:

    w Polsce niestety istnieje syndrom chiński jeśli chodzi o zarobki: zawsze mao 🙂

  2. kamytchek pisze:

    Po pierwsze – zachowalaś się godnie. Po drugie – to oni a nie ty powinni cię przeprosic i podziękować za twoj czas. Ostatecznie musiałaś przyjechac dzień wcześniej żeby się z nimi spotkać.
    A tak poza tym masz rację. To byłaby wielka zmiana w waszym życiu, i trzeba naprawde wielkiej motywacji m.in.finansowej żeby sie na to zdecydować.
    Wierze że nic nie dzieje się przypadkowo, że czeka cie coś znacznie lepszego, dlatego tak wyszło. Ale przynajmniej zwiedzilaś Gdańsk :))

  3. mały pisze:

    Niestety zdjęć nie widzę. A co do pracy, pieniądze są ważne, ale czy aż tak żeby cierpiała na tym rodzina?
    I czasem nie myśl, że to zazdrość z mojej strony.

  4. pepegi pisze:

    o, a może to sposób na turystykę byłby? pojechać, pokorzystać z dnia, a wszystko w szlachetnym celu, a nie będzie, że się obijam 😉

  5. meg pisze:

    Rozumiem frustrację, ale z kościołem, to już troszkę przesadziłaś 🙂

  6. b pisze:

    nie ma tego złego 🙂
    przynajmniej zwiedzilas:)

  7. Ania pisze:

    Wiedziałam, że to twoja sprawka!!

  8. kociubinska pisze:

    Wydało się czyja to sprawka!
    W Gdańsku jest kiepski klimat – wiecznie wieje 😉

  9. pacia pisze:

    ja od dawna powinnam do Gdańska pojechać – towarzysko i nie tylko, ale jakoś mi się nie spieszy. zawsze w tym mieście się męczę – wszedzie tak daleko… syndrom małej meiściny chiba

  10. zycie-po-czterdziestce pisze:

    pozdrrawiam 🙂
    najwazniejsze , ze do przodu !!

  11. sarahh pisze:

    trzeba sie wysoko cenic – nikt inny o to nie zadba.
    mam piane na ustach gdy ktos proponuje prace za smieszne pieniadze.

  12. Agnieszka (kronikarz) pisze:

    A już zaczęłam cię lekko podejrzewać o ten kościół 😉

  13. adewma pisze:

    MG: nie słyszałam o nim 😉

    kamytchek: tak dla sprawiedliwości – podziękowali i nawet ubolewali, że tak kawał drogi musiałam przebyć

    mały: masz rację, nie było warto

    pepegi: no i co? musiałeś mnie od razu rozgryźć?

    meg: wkurzyli mnie po prostu 😉

    b: fakt, było bardzo miło

    Ania: nie ma to jak więź siostrzana 😉

    kociubińska: no niby wieje…

    pacia: też ciąży mi ten syndrom

    życie: mogłabym to samo napisać u ciebie 🙂

    sarahh: no wiesz, na pewno nie były aż tak śmieszne dla kogoś z Gdańska

    Agnieszka: tylko lekko??

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *