Adaś otworzył jej drzwi

i zawołał mnie. Rumiana, korpulentna, krótkowłosa kobieta w ramach powitania wypaliła radośnie: „To ja jestem ta słynna Julia, którą tak lubi Kasia!”. Zrozumiałam, że to osoba, o której opowiadała mi teściowa i opiekunka – mama Natalii spotykana często na spacerach. Zaprosiłam ją do pokoju i chociaż wzbraniała się dla przyzwoitości, to weszła rozglądając się wokół mało subtelnie. Kasia akurat wstała z popołudniowej drzemki i rzeczywiście nie zareagowała strachem na widok rumianej. Myślałam, że po przywitaniu, poznaniu i krótkiej zapoznawczej rozmowie, pani Julia wycofa się na dwór, do męża. Ale nie. Przeczekała misiowanie jeszcze sennej Kasi, wysadzanie, ubieranie, potem wzięła małą na ręce jak swoją, chodziła z nią po mieszkaniu, porównywała do kogo jest podobno i zapewniała, że dużo o Kasi wie. Szybko zaczęła nam przeszkadzać jej obecność. Maciek wycofał się do łazienki zostawiając mnie samą z Juliowym problemem. Poszłam więc do kuchni szykować drugie danie, ale ona za mną. A jak już zaczęła zwracać uwagę Adasiowi, że wolno je zupę, że jej Natalia je szybciej, że jest najchudszy na boisku, to we mnie narastała złość. Bo kto jak kto, ale żeby obca baba męczyła mojego niejadka, to już za wiele. Nie reagowałam na to co mówi prawie wcale, nie chciałam być nieprzyjemna, ale w środku się gotowałam. A ona tuliła Kasię, insynuując że mała na pewno chciałaby mieć taką ciocię, która by ją ciągle na rękach nosiła. Piszczała jak to za Kasią się stęskniła i kręciła po przedpokoju. W końcu nie mając z nas partnerów do rozmowy wyszła w tajemnicy przed Kasią, żeby się mała nie rozpłakała widząc, że Julia się oddala 😉 Co za paskudny babsztyl. 😉 Cała moje przychylność dla jej osoby, wywołana opowieściami teściowej i opiekunki, prysła. Nie lubię takich wścibskich osób bez zahamowań. Myślę, że to wynika z jej prostoty i specyficznej dobroci. Być może to otwarta, szczera kobieta z sercem na dłoni. Ale jak tylko dojrzę ją na spacerze to wykręcę wózek w przeciwną stronę.
Wciąż jesteśmy pod wrażeniem tej krótkiej wizyty.
Byle pierwszej i ostatniej. 😉

Ewa
Ten wpis został opublikowany w kategorii Kategoria. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

16 odpowiedzi na Adaś otworzył jej drzwi

  1. thernity pisze:

    nie dziwię się:) tez bym uciekała ile sił w nogach przed taką!!:)

  2. missja pisze:

    nie znoszę wścibskich ludzi a wścibskich we własnym domu to już wcale. A wścibskich we własnym domu krytykujących moją rodzinę …. aaaa!!!!

  3. Milo pisze:

    Ja bym osoby, której nie znam osobiście, nie wpuściła do domu.

  4. waiting pisze:

    a właściwie to czemu ona do was przyszła?

  5. pepegi pisze:

    hmm. a mi czasem aż trochę głupio, kiedy ktoś z sercem na dłoni, a ja bym wolał święty spokój. ale widzimy, że czasem tak bywa. też mam parę miejsc, które omijam z tego powodu 😉

  6. sarahh pisze:

    denerwuja mnie takie osoby.

  7. ala pisze:

    Jest czasem w ludziach coś, co przy pierwszym poznaniu ulatnia się niczym gaz, który trochę może poddusić 😉

  8. kamytchek pisze:

    Znam ten „ból”, choć nie spotkało mnie aż takie „spotkanie trzeciego stopnia”.
    Zapros mnie do siebie :))Po ścianach będę chodzić, siłą mnie do pokoju będziesz musiała ciągnąć…taki dziki człowiek ze mnie. Ale to też jest irytujące.

  9. orka pisze:

    Myślę, że skoro przyszła i zachowywała się w ten sposób, będzie chciała tą wizytę powtórzyć… . Nawet mnie zezłościła :-)… więc wyobrażam sobie jak Was musiała denerwować. Pewno Jej nie wpuścisz więcej.

    Są ludzie, którzy żerują na naszym dobrym wychowaniu…
    I gdzieś mają nasze zażenowanie ich zachowaniem.

  10. gabrolek pisze:

    no niezły tupet! next time nie otwierajcie jej drzwi 🙂

  11. ukryta pisze:

    Mam podobne odczucia. Brrr. Jesteś dzielna!

  12. ikea pisze:

    łoj takie baby to potrafią

  13. jbk pisze:

    wygląda na to, że będzie Was nawiedzać, więc lepiej nastaw się psychicznie albo na jej towarzystwo, albo na usuwanie jej z domu.

  14. kronikarz pisze:

    Nie chcę być pesymistką, ale zdaję się ze wprost będziesz musiała jej powiedzieć co myślisz… Raczej nie odpuści sobie inaczej kolejnych wizyt…

  15. frotka-w-ultraviolecie pisze:

    że też Ty jej nie wygoniłaś, to ja nie wiem
    podziwiam opanowanie
    😉

  16. skaf_ pisze:

    no piszcie coś,czy tylko ja siedzę w domu?
    ile można czytać o tej koszmarnej babie!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *