W naszym mieście

odbywa się taki mały Mundial – mini mistrzostwa świata w piłce nożnej organizowane przez którąś szkołę i klub sportowy. Zgłoszone 5- osobowe drużyny, z reguły podwórkowe, losowały na początku kraj, jaki reprezentują, a potem ustalano harmonogram rozgrywek. Drużyna Adasia została Ghaną. 😉

Drużyna powstała na ostatnią chwilę i z wejściem Adasia w jej szeregi wiązało się małe koleżeńskie zwarcie. Adaś bardzo chciał grać w polu, ale chłopaki widzieli go w roli bramkarza. Nie chciał się ugiąć, więc pod wpływem rozmowy z Maćkiem („ nie daj się, jak odpuścisz to nie będą się tobą liczyć, niech cię szanują” itd.) zrezygnował z gry. Zaskoczeni koledzy zmienili podejście i przyszli Poprosić go, aby był ich bramkarzem. No, to już zupełnie zmieniło postać rzeczy. 😉 Zgodził się Łaskawca. 😉 I na dodatek zrezygnował z tygodniowego pobytu nad morzem, nad które jechała babcia. !!!!!!!!

Adaś miał nadzieję na duże sukcesy Ghany. 🙂 Przed pierwszym meczem opracowywał plan gry, obmyślał system, wyrysował różne warianty ustawienia, był pełen zapału. Niestety, pierwszy mecz, okazał się porażką – 18:2 ! No bo co może zrobić bramkarz, który nie ma obrońców? Chłopaki totalnie pogubili się w trakcie meczu. Jak opowiadał Adaś: jeśli atakowali to wszyscy, a gdy przeciwnicy przejmowali piłkę i uderzali w stronę bramki, to nie było komu jej bronić. Trochę się podłamał. Kolega Adasia – Kacper, grał w innej drużynie, której szło nieco lepiej, i gdy spotkałam jego mamę na spacerze, a ona powitała mnie słowami: i Adaś wpuścił aż tyle goli??? to myślałam, że palnę ją w ten głupi, tleniony łeb.

Drużyna Ghany, mimo wszystko, grała dalej. W kolejnych meczach szło im znacznie lepiej. Potrafili się sprężyć i działać według Jakiegoś Systemu. Nie wyszli jednak z grupy.

I taka przykra, organizacyjna ciekawostka. Mecze odbywały się na boisku bardzo oddalonym od naszego osiedla. Chłopaki musieli dojść albo dojechać ( z reguły wędrowali na pieszo) spory kawał drogi, z plecakami obciążonymi strojami, korkami (też rękawicami w przypadku Adasia) i wodą. Właśnie – wodą. Bo organizatorzy nie pomyśleli, że w takie upały, przydałoby się skombinować dla uczestników coś do picia. A w pobliżu boiska, nie jest o to łatwo. Za późno interweniowaliśmy czego bardzo żałuję. Bo w dniu, w którym Maciek zadzwonił w tej sprawie do lokalnej gazety, chłopaki dostali wodę. Cóż za zbieg okoliczności, nieprawdaż?

Niedługo finał rozgrywek. Ciekawe czy wygrają Włosi. 🙂

P7056147.jpg

Ewa
Ten wpis został opublikowany w kategorii Kategoria. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

11 odpowiedzi na „W naszym mieście

  1. thernity pisze:

    no to trzymamy kciuki za Adasia!!!I niech się nie martwi, jak obrońcy są do d.. to ich wina:))

  2. skuter pisze:

    Zwolnic trenera i caly zarząd!!!

  3. skaf_ pisze:

    a w prawdziwym kto wygrał?

  4. waiting pisze:

    ja tam wolałabym jechać nad morze:) przy takiej pogodzie!!!!!

  5. missja pisze:

    trzymam kciuki za „Włochów”

  6. Ania pisze:

    I trzeba było ją palnąć, tę tlenioną!

  7. gabrolek pisze:

    nie mów, ze kojarzysz wszystkie te piłkarskie określenia zw. ze strategią?

  8. pepegi pisze:

    a nie mógłby się Twój ghański Adaś załapać do jakiejś innej drużyny jako rezerwowy? w razie czyjejś kontuzji by sobie pograł jeszcze…

  9. ikea pisze:

    ghana mi się najbardziej podobała na mistrzostwach
    szkoda, że chłopaki odpadli

  10. blue-woman pisze:

    Dość czesto jest tak, że dzieci lepiej się organizują niż dorośli, którzy powinni dawać przykład. ( woda ).
    Pozdrawiam :-))

  11. adewma pisze:

    skaf: ty mnie przerażasz!

    MG: tylko niektóre

    pepegi: chyba nie pomyślał…ale przecież to byłoby jak zdrada!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *