W poniedziałek

idę na kolejną sztukę, a zapomniałabym utrwalić sobie wrażenia z poprzedniej. A były to „Kamienie w kieszeniach” ze świetnym Bartkiem Kasprzykowskim i równie zaskakującym Szymonem Sędrowskim.
Akcja sztuki rozgrywała się na irlandzkiej prowincji gdzie kręcono film i w roli statystów zatrudniono okolicznych mieszkańców. Główni bohaterowie opowieści to Charlie i Jake. Ale mimo dwuosobowej obsady na scenie poznałam znacznie więcej postaci. Bo obaj aktorzy zabłysnęli niesamowitymi możliwościami transformacji. W kilka sekund przeistaczali się z jednej postaci w inną, czasem dosłownie na oczach widzów. Bartek był Charlim, chłopem, gwiazdą filmową, księdzem, ojcem chłopaka, który popełnił samobójstwo, ochroniarzem aktorki, pierwszym i drugim reżyserem…Szymon natomiast Jakem, narkomanem, starym robotnikiem, asystentką reżysera. Aktorzy występowali w czarnych spodniach i podkoszulkach, a przemiana polegała na szybkim dodaniu jakiegoś gadżetu, przekręceniu czapki czy podwinięciu nogawek spodni. I oczywiście na zmianie tembru głosu, mimiki, sposobu poruszania się, reagowania. Np. gdy Bartek stawał się gwiazdą filmową zakładał czepek, ciemne okulary poruszał z kocią gracją, gdy był reżyserem miał w reku pudełko imitujące krótkofalówkę, jako ksiądz – ręczniki zwisające z ramion. A kiedy Szymon grał asystentkę zawijał koszulkę na piersiach i kołysał biodrami, jako robotnik wyciągał papierosa i podnosił nogawki, jako narkoman garbił się i chował twarz pod czapką bejsbolówką itp…Poza aktorami na scenie znajdowały się trzy tojtoje, które w zależności od potrzeb, przekładane, przesuwane, przewracana (przez aktorów) stawały się rowem, murem, barem, wanną, konfesjonałem, stołem, łazienką, drzwiami…
Bardzo dynamiczny, dwugodzinny spektakl wymagający od aktorów nie tylko zdolności aktorskich, ale również dobrej kondycji fizycznej. Skupiłam się na formie, ale przekaz sztuki też był wyrazisty, bo chodziło o wpływ całej machiny filmowej na mentalność prostych ludzi. O obnażenie obłudy i fałszu panujących w środowisku gwiazd.
Świetnie.

Ewa
Ten wpis został opublikowany w kategorii Kategoria. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

4 Responses to W poniedziałek

  1. pepegi pisze:

    bo to było tak: płacą aktorom od roli, wobec tego oni odpalili umówiony procent dramaturgowi i reżyserowi, żeby tak ustawili postacie, by mogli je odtwarzać dwaj aktorzy, każdy po ileś tam, a za każdą – stawka „rolna” 😉

  2. prowincjonalny pisze:

    też muszę się wybrać do teatru, zwłaszcza, że mam już zaproszenie 😉 jak przeczytałam ta notkę, to dotarło do mnie jak dawno tam nie byłam…

  3. kamytchek pisze:

    No taaak…Myszka chce zostać aktorką. Na razie chodze na przedstawienia teatru „Bez kulis” do którego należy. Jak nie podziwiać własnego dziecka na scenie.
    A tak…no cóż mam w domu własny cyrk, teatr i operę w jednym. Tyle, że to ma się nijak do prawdziwej sztuki :>

  4. adewma pisze:

    pepegi: jak by nie płacili to było świetnie 😉

    prowincjonalny: zaglądam do ciebie, zaglądam…ale jakoś tak cichaczem 😉

    kamytchek: jak to nijak?? to cudowne moim zdaniem! 😉

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *