Walentynki

Czułam, że będą wyjątkowe.
Ale że, przy okazji, takie drogie…

Więc od początku:
W piątek wysypał się Adam. Kaszel, temperatura. Lekarz stwierdził, że to przeziębienie. W trakcie sobotniej kontroli w całodobowym ambulatorium (bo wysypka stała się widoczniejsza, termometr wskazywał że ho ho, i podejrzewałam jakąś zakaźną) lekarz też nie dostrzegł nic niepokojącego (musiałam go poprosić aby chorego osłuchał, bo po obejrzeniu krostek jakoś zapomniał i kazał się Adasiowi ubierać). W niedzielę gdy Adam wspomniał, że go boli w okolicy płuca i na dodatek Kasia zagorączkowała, wezwaliśmy lekarza prywatnego do domu. Za 100 zł (bo przecież doktor badała dwoje dzieci, Adaś zapytał mnie potem – a ile by wzięła gdyby przyszła do domu, w którym chorych by było 7-oro dzieci?) dowiedzieliśmy się, że Adam ma zapalenie oskrzeli, a Kasia niewiadomoco. Z niedzieli na poniedziałek, a potem przez cały dzień Kasia gorączkowała wysoko. Leżała, marudziła i kleiła się do mnie. We wtorek było lepiej, ale w środę powrót do stanu podgorączkowego. W Walentynki wezwana na kontrolę pani doktor stwierdziła, że z Adamem wszystko na dobrej drodze (wysypka to nie zdiagnozowany dodatek) , natomiast Kasia nadal niewidomoco i należy ją obserwować. Zainkasowała 80 zł (co z poprzednią wizytą i wykupionymi wcześniej lekami dało łącznie 300 zł), życzyła zdrowia i poszła sobie. Aha, rano Maciek zostawił mi na blacie kuchennym serduszko z papieru.
Popołudniu poszliśmy na spacer. Tzn. to miał być walentynkowy spacer (wiecie, gwiazdy na niebie, czułe słówka i głowy pełne szalonych pomysłów) – tak planowaliśmy przed całą akcją chorobową – ale posłużył dostarczeniu zwolnienia lekarskiego koleżance z pracy, kupieniu pieluch, i zaopatrzeniu się w kilka innych niezbędnych rzeczy (w osiedlowej cukierni przy każdym krześle przyczepiony był czerwony balon – widziałam przez okna).

Dobrze, że wcześniej zamówiłam na allegro prezenty walentynkowe (tak, tak, dla siebie też ;))

DSCN2731.JPG

Ewa
Ten wpis został opublikowany w kategorii Kategoria. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

7 odpowiedzi na Walentynki

  1. Milo pisze:

    Boże, co za durni lekarze.
    :-/

    Jak się miewa Kasia?

    Wysypka Adama przypomniała mi, że w tym roku straszny urodzaj ospy i szkarlatyny…

  2. MG pisze:

    ceny i tak ulgowe w por. do naszych. dużo zdrowia!

  3. missja pisze:

    oj Ewa Ewa, życie. Ale najważniejsze by wyzdrowiały. Czasami pieniądze robią się w tym wszystkim tak mało ważne. Jakże jednak potrzebne.

  4. pepegi pisze:

    hm u nas poszło dwa razy po 50, ale przebadanie gruntowne, dużo odpowiedzi na pytania, bez pośpiechu, odradzenie trzeciej wizyty, no i leki duuużo tańsze.
    niech zdrowieją!

  5. kamytchek pisze:

    No widzisz? To ta zima-nie-zima. Ja Walentynki spoko, ale od wczoraj wirus po chałupie szaleje. Jakiś wredny bo Myszce gardło zaatakował, a mnie unieruchomił. No sztywna jestem. Ani w prawo ani w lewo. Jak zombi chodzę. Na lekarstwa 50,- wydalam czyli dość łagodnie dla kieszeni.Zdrówka dziecinom życzę.

  6. ala pisze:

    Lekarze jak się zdaje mają najpaskudniejszy zawód świata. Nie ma ich za co lubić.

  7. adewma pisze:

    Milo: już OK…o szkarlatynie też słyszałam więc tym bardziej miałam stracha

    MG: dzięki 😉

    missja: potrzebne jak cholera

    pepegi: niech nie choruje 😉

    kamytchek: wokół dużo chorych…

    Ala: eee tam, są tacy których lubię, albo przynajmniej szanuję 😉

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *