Był to dla mnie

bardzo muzyczny weekend.

W sobotę spotkanie z okazji dwudziestolecie powstania Vladislavii – chóru w którym śpiewałam przez 3 lata. Na ileśtam setek dziewczyn, które przewinęły się przez chór, przybyło raptem ok. 40-tu. Z mojej klasy licealnej byłyśmy w 5. Jakże miło mi się zrobiło gdy dyrygent przywitał mnie słowami: cieszę się, że przyszłaś Ewo. Pamiętał imię! Zresztą, jak sam potem przyznał, tylko z jedną dziewczyną miał problem pod tym względem. 😉 Był szampan, ciasteczka, wspominki, filmy puszczane na ścianie auli, kroniki do wglądu, ploteczki, wspólne śpiewanie (oj mało pamiętam) i zrobiłam siku w szkolnej toalecie na I piętrze! Na dodatek, w ramach niespodzianki, zaśpiewał dla nas kameralny chór mieszany, który pan Marian obecnie prowadzi. My – stare babki w okolicach 30-tki, wysłuchałyśmy tych młodych, świeżych, dwa razy młodszych pewnie. 😉 No wzruszyłam się normalnie. To do południa.
A potem, popołudniu, spotkanie w podgrupie. 😉 W cztery wylądowałyśmy w lokalu na drinku. Nagadałam się, dowiedziałam, zweryfikowałam, pośmiałam, powspominałam, pooglądałam zdjęcia, coś wypiłam (a potem odchorowałam). Zakończyłyśmy naleśnikami. Maciek zgarnął moje zwłoki spod lokalu i odholował do domu ok. 22-giej. ;))
Adaś podsumował: „mówiłaś że przyjdziesz za jakieś 2 godziny (wyszłam o 17-tej), a o której wróciłaś?” No coooooo…..

Macie bonusa.
Na filmie Schola Cantorum w Kaliszu, rok 91 czy 92. Mało mnie widać, ale zapewniam, że ta laska (a raczej jej nos i policzek) z boską trwałą, trzecia od prawej, pojawiająca się między 20-tą a 30-tą sekundą to ja ;))

W niedzielę Teatr. Tym razem nie spektakl, a koncert „Z batutą i z humorem”.
Orkiestra symfoniczna pod batutą Macieja Niesiołowskiego zaprezentowała różnorodne przeboje operetkowe. Dyrygent okrasił koncert gawędami, historyjkami, żartami i informacjami na temat twórców, których dzieła nam zaprezentowano. Czyli tak jaki kiedyś w cyklu telewizyjnym, tak i wczoraj – muzyka orkiestrowa podana lekko i z humorem. Ponadto śpiewała blond sopranistka, która przebierała się kilka razy! A po występach kłaniała z taką gracją i namaszczeniem jakby oklaskiwał ją tłum w La Scali, a nie melomani z grajdołka ubrani mniej lub bardziej wytwornie. Z wskazaniem na mniej. Ale co jak co, klaskali (śmy) z zaangażowanie, do pierwszej krwi prawie! Bisowała 2 razy.
Bardzo ożywcze popołudnie.

Ewa
Ten wpis został opublikowany w kategorii Kategoria. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

2 odpowiedzi na Był to dla mnie

  1. fafkulec pisze:

    no i wszystko jasne
    miło, że się przyznałaś 🙂

  2. adewma pisze:

    fafkulec: ale to nie była żadna tajemnica 😉

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *