Gdybym miała

opisać szczegółowo co widziałam, czego doświadczyłam, co mnie urzekło albo nie, to byłaby to bardzo długa notka. Spróbuję w punktach, może o niczym istotnym nie zapomnę.

To była pracowa wycieczka na linii Żywiec – Bratysława -Wiedeń. Wyjechaliśmy w czwartek rano, wróciliśmy niedzielną nocą. Było szybko, wesoło, nerwowo, zabawnie, ciekawie itd. Mieszanka emocji i wrażeń.

Sikanie po drodze przebiegało sprawnie. Nie w autokarze na szczęście.
Siedziałam tuż za kierowcą, więc miałam idealny widok na drogę.
Niektórzy faceci zachowywali się jakby urwali z łańcucha. Zaczęli pić już w drodze do Żywca, więc potem zwiedzali muzeum i fabrykę w stanie wskazującym. Czyli w zasadzie wczuli się w klimat idealnie.
DSCN3844.JPG
W żywieckim muzeum są śpiewające toalety, makiety, labirynt lustrzany, kręgielnia, odtworzona stara uliczka i „pub”, można tam degustować piwo (w cenie biletu) i wysłać maila z wybranym tłem. We współczesnej fabryce głośno i śmierdzi. Ale smród czują tylko ci, którzy nie lubią piwa 😉
Pierwszy nocleg mieliśmy w fajnie położonej, nad strumieniem, Rajeckiej Lesnej. Ogrzewane domki z ciepłą wodą, wieczorem ognisko, kiełbaski, śpiewy, brudzie. I zapewniona obiadokolacja oraz śniadanie w piątek.
DSCN3897.JPG
Słowackie Betlejem to ogromna, drewniana szopka z mnóstwem ruchomych elementów. Stragan pod kościołem zupełnie jak nasz, kobitki rzuciły się na zwykłe wafle (ale za to z pamiątkowym zdjęciem ;).
Przejeżdżając przez słowacką wioskę napotkaliśmy dużo małych ozdobionych choinek wbitych na pale. To pewien zwyczaj majowy – kawaler stawia takie na podwórku swojej ukochanej. Zdarzyły się nawet choinki umieszczone na skarpach wzniesień. Ci to kochają!
DSCN3926.JPG
Dwa kolejne noclegi mieliśmy w Bratysławie. Liznęłam trochę słowackich, telewizyjnych programów rozrywkowych, bo trafił mi odbiornik w pokoju.
Nasz słowacki przewodnik jest nauczycielem niemieckiego i ma żonę Polkę z Koszalina.
Angole urządzają sobie w Bratysławie wieczorki kawalerskie (albo dni), bo tanio. Chodzą wtedy uliczkami, zaglądają do lokali i są bardzo głośni.
Widziałam dom z najwęższą fasadą, żebraka, wbitą w mur kulę armatnią, zamek, widok na Dunaj, kilka figur, odwróconą piramidę, sikającego na pomnik psa, sztucznego mnicha, robotnika w dziurze. No i śliczne kamieniczki na Starówce.
DSCN3940.JPG
Drugi wieczór umililiśmy sobie dyskoteką w młodzieżowym, osiedlowym klubie. Podobno lekko tańczę. Piłam tylko wino. Słowackie.
W sobotę wybraliśmy się do Wiednia. Uczulam podróżnych – wyjazd z Bratysławy do Wiednia to koszmarek. Żeby ominąć Węgry należy kierować się na 61. Przy okazji wjechania we właściwą spiralę straciliśmy 1,5 godziny i zwiedziliśmy 4 mosty.
Katedra w Wiedniu robi niesamowite wrażenie. I te wnętrza, precyzyjnie wykute zdobienia, ambona, rzeźby. W katakumbach pełno kości i charakterystyczny, grobowy smród. Boję się wysokości, ale wjechałam na górę i na trzęsących nogach zerkałam w dół (nie plułam).
DSCN4031.JPG
Akurat odbywał się w Wiedniu jakiś festyn, ludzi było aż za dużo, wszędzie balony, występy ulicznych artystów, koncert na żywo, dorożki, drożyzna i wszęchogarniające dowody wielkości monarchii Habsburgów, piękna zieleń, zadbane ogrody i wielu Polaków.
DSCN4071.JPG
Przewodnikiem był nasz były pracownik, który 20 lat temu wyemigrował do Austrii. Niektórzy go znali, wzruszyli się.
Abyśmy się nie pogubili najwyższy kolega niósł parasol z naszym logo – taki punkt odniesienia. 😉 Ale i tak zgubiliśmy dziadka emeryta. To był cud, że znalazł się po 3,5 godz. Była powiadomiona policja i w zasadzie dzięki temu jakoś go zlokalizowaliśmy. W kawiarni, gdy próbował się z kimś dogadać (nie znał języka, nie miał komórki, był wypity, nie wiedział gdzie stoi autokar) usłyszała go Polka. Odprowadziła na posterunek. Czekaliśmy na rozwój wypadków (zakładając że i noc spędzimy w autokarze) przy Praterze, więc miałam okazję zobaczyć ten kompleks karuzel nocą. Nie odmówiłam sobie przejażdżki kołem widokowym. Ach.
DSCN0024.JPG
Do hotelu w Bratysławie wróciliśmy o północy. I poszliśmy na dyskotekę 😉

W poniedziałek miałam wolne. Nasyciłam się moją szczebiotką, wyprałam, zmieniłam pościel, poszłam na spacer z księżniczką, ugotowałam obiad, pogadałam z 6-klasitą, zamiotłam, powitałam męża wracającego z pracy. 😉

Ewa
Ten wpis został opublikowany w kategorii Kategoria. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

9 odpowiedzi na Gdybym miała

  1. ukryta pisze:

    A zauważyliście, ze ludzie niezależnie od wieku i stuacji życiowej na wycieczkach zachowują się jaky alkoholu na oczy nie widzieli! 😉

  2. pepegi pisze:

    ohooho zabawne, bo my z kolei teraz 12 dni temu z bratysławy chcąc jechać na węgry omijając austrię zbłądziliśmy na autostradę wiedeńską i przekroczyliśmy granicę austriacką przekonani, że to węgierska 😉

  3. sarahh pisze:

    Lubie Wieden 🙂

  4. ikea pisze:

    ojj cudnie
    a rtakie przygody z dziadkami są fajowe człowiek się denerwuje ale zaraz potem się z tego śmieje

  5. blue-woman pisze:

    Taka wycieczka to fajna sprawa 🙂
    Taka znajoma trasa Twojej wycieczki, do Wiednia mam sentyment. Pozdrawiam ciepło i zyczę kolejnych wycieczek, równie udanych, a może lepszych :-))

  6. adewma pisze:

    ukryta: o wypraszam to sobie, nie wszyscy! 😉

    pepegi: lubię zbiegi okoliczności

    sarahh: ja teraz też

    ikea: tak, teraz to fajne, żartobliwe wspomnienie

    blue: jak zobaczyłam Wiedeń, to też mam już do niego sentyment 😉

  7. Solaris pisze:

    jak to ŚPIEWAJĄCE TOALETY???

  8. ~Sulley80 pisze:

    Ah… góry to jest to!
    Uwielbiam podziwiać widoki w górach.
    Ostatnio co mi utkwiło w pamięci do Wodogrzmoty Mickiewicza.
    A niebo jak jest jak świeczka to masakra, widoczki nie z tej ziemi. Narty, snowboard to jest to!
    Lato / zima góry zawsze w opcji! Pozdrowienie z Poznania!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *