.


Wierszalin. Reportaż o końcu świata (21.01.2008)


Teatr był wyjątkowo przerzedzony, a moja współtowarzyszka tych wypadów zgubiła swój bilet. Pojechałam sama. Zdziwił mnie brak zainteresowania, lęk być może, nieobecność wielu stałych uczestników.

Na scenie mnóstwo krzyży. Większe, mniejsze, krzywe. Drewniany podest otoczony nimi. Zasłona. Zmieniające się światła. Wrażenie mroczności, posępności, a jednocześnie wzniosłości i uduchowienia. Strasznie trochę. Ale to nic w porównaniu z tym, jakich doznań dostarczyła muzyka. Religijna, prawosławna chyba, podniosła, świdrująca, wywołująca dreszcze.

Trudno mi było opowiedzieć treść spektaklu po powrocie do domu. Pozostało ogromne wrażenie którego nie umiałam ubrać w słowa.

W wiosce  „objawia” się prorok, pod przywództwem którego chłopi chcą zbudować nowy świat. Mają miejsca objawienia (np. w trakcie wyrzucania gnoju), słowa wariatki brane są za święte, dochodzi do stosunków w imię Boga, które mają doprowadzić do poczęcia kolejnego proroka, pojawia się nawet car z małżonką, zapatrzeni wierni są zdolni do wszystkiego dla swojego proroka. Śpiewy, modlitwy, krzyki, zawodzenia. Sześcioro wykonawców – 3 mężczyzn i 3 kobiety. Nieznani mi. Ich silne głosy, wspaniale brzmiące, współbrzmiące…

A na koniec następuje rozstrzelanie wyznawców.

Pierwszy strzał był dla mnie tak nieoczekiwany, że aż się wzdrygnęłam.

 

Bardzo mi się podobało jeśli można tak to określić. Albo tak – zmroziło mnie i rozgrzało jednocześnie.

Było inaczej. Świetnie.

Ewa
Ten wpis został opublikowany w kategorii Kategoria. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *