.


Wpadł mi do głowy pomysł z zakładką do książki. Ot tak. Kolega u którego drukowałam moje „rękodzieło” zauważył – najtrudniej to chyba o pomysł. Eee tam. Skąd. U mnie to się po prostu dzieje. Uruchamia mechanizm – okazja, cel, osoba, skojarzenie, myśl, wykonanie.

Więc teraz zakładka. Trochę zdjęć, kompozycja, laminowanie, będzie dodatek do kwiatka.

 

A w pracy, poza zakładką, pogawędkami, tabelkami, pudelkiem, śniadaniem, fakturkami, onetem, blogami i pismami poznałam pana Piotra. Byłego pracownika Rejonu. Gdy zaczął ze mną rozmawiać pomyślałam, że mam problemy ze słuchem. A to była po prostu gwara. Gdy oswoiłam zmysły z jego sposobem mówienia zaczęłam nadążać. A mówił dużo i barwnie. Lubię słuchać ludzi, umiem chyba (bardziej obcych niż swoich). Lubię poznawać. Moje zainteresowanie musiało być widoczne w postawie, wyrazie twarzy, bo kolega, który przechodził obok zaśmiał się – o, Ewa, jaka ty przejęta! 😉 Dowiedziałam się że pan Piotr ma pięcioro dzieci, wyrwany i zachowany paznokieć z dużego palca u stopu, wyrwany jeden ząb (a poza tym wszystkie swoje, nie to co żona, która na noc szczękę wyciąga), że ceni Wałesę, który na pewno był Bolkiem, i niepotrzebnie tak idzie w zaparte, że działał w gminie, że miał prywatkę i pierwszą jego klientką była pani, której zepsuło się żelazko, że lubi żarty i wiele, wiele innych rzeczy. Jak w którymś momencie rozmowy chciałam wyjść to poprosił żebym jeszcze chwilę została. 😉

 

Kasia schowała się do pudełka. W pudełku zmieściła się raptem jej pupa, ale trzymając pokrywkę nad głową wołała „szukaj mnie!”. Robiłyśmy bąble ze śliny, a jak ją gilgałam to pierdziała mi w nos rechocząc się do łez. Jak smierdziucha przenosiłam na kanapę to wracała z miną niewiniątka deklarując potrzebę przytulenia. A potem znowu swoje.

 

Adama widziałam podczas obiadu (czyli całkiem długo w zasadzie, bo on przecież delektuje się posiłkami). Zdał mi relację z przedpołudnia, opowiedział o narzekaniach babci, i naganianiu go przez nią do jedzenia. Jak po obiedzie wyszedł na dwór to wrócił o 21-ej. Był przemoczony, śmierdział jak skunks, nalałam wody do wanny i zagoniłam go do kąpieli.

 

Miałam dziś na nogach nowe buty. Mogłabym w nich wystąpić w „Tańcu z gwiazdami”. Wyglądają jak takie do tańca i na dodatek ozdobione są cekinami. Bardziej podobały mi się inne, ale nie były w moim rozmiarze (subtelne 38). Te, które kupiłam, spełniały podstawowe warunki – brązowe, na obcasie, niedrogie. Nie chciało mi się szukać dalej. Nie lubię łazić po sklepach. Jestem półkobietą.

 

Pada

 

Głupia notka, ale może mnie rozkręci.

A jak nie to…

Ewa
Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *