.

Jeszcze jedno badanie. Franca tak nieumiejętnie wbiła igłę, że teraz nie mogę rozprostować ręki (a tak się cieszyła że mam żyły na wierzchu). Nie to co poprzednio „obsługująca” – patrząc w inną stronę, rozmawiając z drugą pielęgniarką, nie poczułam kiedy skończyła i wyciągnęła igłę. Luzik i żadnego siniaka. Ech….dobrze, że to lewa…

Ale nie o tym chciałam.

Czekałam na swoją kolej z pewnym chłopakiem (o ile faceta w moim wieku można nazwać chłopakiem). Był jakiś podekscytowany, w podskokach. Wkrótce dowiedziałam się dlaczego. Żona w ciąży! I on musi zrobić sobie badanie na grupę krwi!
W trakcie 5-minutowej rozmowy dowiedziałam się, że starali się o dziecko od 6 lat, leczyli tu i tam, potem odpuścili i samo się stało. Że żona ospała, zmęczona, słaba, że ten jej stan odmienny to rzeczywiście odmienny jest, że termin na Mikołajki, jeszcze nie było USG, nie znają płci, że byli nad morzem, a badania okresowe w pracy to lipa. Wiem gdzie mieszka, co jadł na kolację i jaki kolor lubi. No dobra, z kolacją i kolorem to przesadziłam. 😉 Cały czas się uśmiechał. Promieniał. Nie wiem czy z powodu dziecka, czy po prostu taka jego natura.

Dobrze było spotkać go rano. Bo chociaż nie był pierwszym, smacznym kęsem poranka (do takich zaliczyłabym „gubika”, świeże bułki na śniadanie, rześkie powietrze i pęd samochodu) to jednak spotęgował ogólne, pozytywne nastawienie do tego co dzień przyniesie.

Ewa
Ten wpis został opublikowany w kategorii Kategoria. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *