.


To był dwugodzinny i niestety trochę nudny spektakl „Odchodzić”
– ostatni w tym roku na deskach mojego Teatru.

Wstęp mnie znużył, bo zbyt długo nie było jasne o co chodzi
pomiędzy bohaterami. W końcu okazało się, że on to zdziwaczały, zapomniany,
ogarnięty niemocą twórczą autor sztuki, a ona to radosna mimo ciężkiej choroby,
pełna wiary w swoje możliwości, młoda aktorka – odtwórczyni głównej roli w jego
sztuce. Ona, wdzięczna za umożliwienie jej występu dzwoni do niego z
podziękowaniami. Nawiązują telefoniczną znajomość, która przeradza się w
miłość. Pierwsze ich spotkanie w realu nie jest udane (ona zbyt chętna, on
przerażony) , ale jakoś dogadują się ponownie i dają sobie drugą szansę.

Taka sztuka o miłości, odkrywaniu drugiego człowieka,
odchodzeniu, wybaczaniu, trudnościach w budowaniu związku… życiowa

Pan Mędrzak i pani Sitek mówili niezwykle wyraźnie, głośno i
bez problemu słyszałam tekst. Z jednej strony dawało to duży komfort odbioru,
ale z drugiej strony sprawiało, że emocje bohaterów wydały mi się trochę
przerysowane. Jego rozpacz zbyt na siłę, jej entuzjazm zbyt szczebiotliwy. Jego
rozterki zbyt wydumane, jej miłość w podskokach. Sama nie wiem. Jakoś tak…

Ewa

Ten wpis został opublikowany w kategorii Kategoria. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *