.


Dzwonek domofonu
– Słucham – pytam
– Czy nie zgubiła pani recept?
– Eee…raczej nie, a co to za recepty?
– Hmm…a ma pani dzieci?
– Tak, a dlaczego pan pyta?
– Bo to są recepty dla 15-latka
– O.. to by się zgadzało…wejdzie pan czy zejść?
– To niech pani zejdzie
Zbiegłam w samych skarpetach, brudnych spodniach dresowych i łachmaniarskim t-shircie. A tam siwy, uśmiechnięty pan z czterema receptami w dłoni. Podałam imię i nazwisko syna. Zgadzało się. Nasze. Leżały gdzieś na chodniku i pan uznał, że nie należy tak ich zostawić. Odniósł na adres z recepty. 

Adam, pod opieką babci, był przed południem na kontrolnej wizycie u lekarza. Dostał wskazówki i recepty na kolejne 2 miesiące. Potem parę godzin przesiedział u babci. W drodze powrotnej do domu recepty musiały mu wypaść z książeczki. Oczywiście on nie rozumie jak to się mogło stać. I że w ogóle. 

 
Jest totalnie rozkojarzony. Ta sytuacja w zasadzie mnie nie zaskoczyła. 

Poza tym najchętniej nie chodziłby do szkoły wcale. Ma problemy ze skupieniem się. I, rzecz jasna, nie rozumie o co mi chodzi gdy mam do niego pretensje. Zawsze jest stroną pokrzywdzoną.
Poza tym poci się i skrzeczy. Ten głos…
Mój mały synek.
Kurde…  

Ewa 
Ten wpis został opublikowany w kategorii Kategoria. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

3 odpowiedzi na .

  1. ikea pisze:

    ojj faceci już tak mają, że rozkojarzenie to u nich druga natura
    muszę się wczytać w poprzednie notki bo nie wiem dlaczego ma te recepty

  2. Banan pisze:

    Witaj 😉
    chyba mam zaległości
    chyba sobie poczytam troszke
    chyba …

  3. Thomas pisze:

    No nie powiem – interesujące – podałem linka do tej strony na swojej stronie 🙂 na http://www.stegna.za.pl
    Przyznać trzeba ze bomba!!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *