.


Przed
jednym z wykładów, wykładowca przedstawiał się. Imię, nazwisko, funkcja na
uczelni, temat wykładu. Ale poza tym zainteresowania prywatne – w jego
przypadku kolejnictwo i aktorstwo Romana Wilhelmiego. Potem poprosił nas o
krótką prezentację. Oczywiście przede wszystkim chodziło o wykształcenie
(ekonomiczne czy nie) i to czym zajmujemy się w pracy. Słuchałam, co mówią inni
dosyć długo, bo moja wypowiedź przypadała pod koniec. Tacy poważni co
niektórzy. Z taką pewnością w głosie, że robią coś istotnego. Mówili dokładnie
co robią. Nikt nie dodał nic prywatnego. Cholera, pomyślałam, nie mam się czym
pochwalić. Bo zawodowo nie mam, fakt. Postanowiłam więc pozostać w konwencji
jaką narzucił wykładowca i gdy przypadła moja kolej podałam imię, nazwisko, że
wykształcenie ekonomiczne, że controlling i po minimalnej przerwie (żeby
stworzyć klimat;)) – „chciałabym dodać że moją ulubioną aktorką jest Krystyna
Janda”. Sala się zaśmiała, a o to mi przecież chodziło, a pan (strasznie
przypominał Artura Andrusa, tylko, że nie mogłam sobie tego przypomnieć w
trakcie tych prezentacji, na pewno bym to wykorzystała gdybym zajarzyła w porę,
ale myślałam, myślałam, a nazwisko nie chciało przyjść, padło więc na Jandę) zatrzymał
się przy mnie na chwilę i z wahaniem, przeciągając, wtrącił w końcu….taaaaak,
Janda zapeeewne wielką aktorką jest….
 

Hehe,
pewnie niezbyt ją ceni.

Ale i tak zrobiło się mniej nadęcie. Przynajmniej dla mnie.

 

Ewa

Ten wpis został opublikowany w kategorii Kategoria. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *