.

 

To był mój pierwszy balet. „Jezioro łabędzie” w Teatrze
Wielkim. Duże przeżycie, inne emocje, skupienie, strach (nie wiem jak głośno
wyrwało mi się „ach!”, gdy jedna z baletnic się potknęła), koncentracja na każdym
ruchu. Wzrokowo chłonęłam, słuchowo mniej, ale w przypadku baletu tak chyba być
musi. Nie znam się na balecie, ale zauważałam błędy, albo coś co błędami mi się
wydawało. Jakieś zgrzyty, niewykończone ruchy, nierówności. Co nie zmienia
faktu, że czułam się bardzo przejęta i czas zbyt szybko płynął w trakcie. W ogóle
to dopiero poznałam treść całości. Bo zawsze kojarzyłam tylko te białe,
pląsające na jeziorze łabądki, jakąś księżniczkę i jakiś charakterystyczne
fragment muzyczny. A tu proszę, historia ze zwrotami akcji, miłość,
zapomnienie, złe moce, rozpacz itd. ;))

Gdy chodzę na spektakle sama, to bardzo lubię przerwy. Bo nikt
nie wymusza na mnie konwersacji, mogę spokojnie stanąć z boku i obserwować…dzieci
biegające po korytarzach, dziewczynki tańczące przed lustrem (zapewne przyszłe
baleriny), eleganckie damy z odkrytymi plecami sączące szampana, gimnazjalistkę
w eleganckiej sukience, ze sportową torbą i białymi plastrami na piętach, małych
Anglików – matkę z synem, którzy poprosili mnie o zrobienie zdjęcia, pary w
różnym wieku krążące po korytarzu trzymające się za ręce, podświetlone oczko
wodne przed wejściem do Teatru, płaczącą panienkę, która przez moment zgubiła
rodziców (gdy podeszłam zapytać co się stało to uciekła), panią w seksownej
czerwonej sukience, obdrapane drzwi wyjściowe, bogaty żyrandol, zgrabną panią z obsługi w fatalnej fryzurze…

 

Fragmenty do wyboru. No cóż, żaden z Teatru w Poznaniu

http://www.youtube.com/watch?v=aWMH8b613ik

http://www.youtube.com/watch?v=FY4Y1gTO9HE

 

Ten wpis został opublikowany w kategorii Kategoria. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *