.

 

Siedzieli przede mną w autobusie. Nie od razu zrozumiałam,
że to matka z synem. Ona ubrana na sportowo, po ostrej solarce, ze świetlistym
makijażem. On – tknięty trądzikiem nastolatek, chyba młodszy od Adama. Ich
rozmowa przesiąknięta była niezadowoleniem chłopaka. Na wszystko. Na pogodę (a
duszno było), telefony, ciasnotę, przewracającą się torbę, wychodzenie mamy na
papierosa w trakcie krótkich przerw…

Słyszałam np. z jego ust słowa (wypowiadane nieprzyjemnym
tonem):

…denerwujesz mnie dzisiaj okropnie…

… nigdzie nie idziesz (bo chciała na papierosa), nie wychodź
z tego autobusu…

… mogłabyś coś zrobić z tą torbą…

… powinien jechać tak i tak, no mógłby już ruszyć, jak on
jedzie! (na kierowcę)…

 

Matka znosiła to dzielnie wychodząc chyba z założenia, że
ten stan syna należy po prostu przetrwać. Reagowała, owszem, ale dosyć
spokojnie.

 

Mnie totalnie rozłożył następującym tekstem:

– nie ogoliłaś się!

– gdzie? – ona na to lekutko zdezorientowana

– pod pachami!

Ewa

Ten wpis został opublikowany w kategorii Kategoria. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *