.

 

Szybko nawiązała kontakt z dziewczynkami zamieszkującymi
domek naprzeciwko. Dzieci tak mają. Cześć, jak masz na imię, jestem Kasia, co
robisz, w co się pobawimy…

Dziewczynki grzeczne, z warkoczami do pasa, posłuszne
rodzicom, chętne do zabawy i otwarte na znajomość z Kasią.

 

Któregoś dnia rozsiadły się we trzy na krzesłach ogrodowych
i opowiadały sobie historie. Słyszałam je całkiem dobrze, a to znaczy, że
niestety rodzice dziewczynek, na tarasie, których panny urzędowały, słyszeli je
o wiele lepiej.

Opowiastki były specyficzne. W powabnym, kasinym stylu, więc
to ona musiała całą zabawę zainicjować. Było tam sporo o kupie, smrodach,
śmierdzielach, bąkach, piardach.

 

Dziewczynki wymyślały na zmianę. W jednej rundzie, gdy
przyszła kolej na Kasię, ta rozpędziła się w swej wyszukanej opowieści na tyle,
że jedna z dziewczynek zwróciła jej uwagę, że już za długo mówi. Na to druga
słuchaczka zareagowała z entuzjazmem:

– Niech mówi! To najlepsza historia!

Ewa

Ten wpis został opublikowany w kategorii Kategoria. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

3 odpowiedzi na .

  1. waiting pisze:

    hahah, to pewnie wpływ starszego brata;)

  2. foksal pisze:

    a jak skomentowali to rzeczeni rodzice dziewczynek?

  3. adewma pisze:

    waiting: nie da się ukryć
    foksal: nie pytałam

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *