.


Kartkę z wydrukowaną informacją o
konkursie położyłam na stole. Zainteresowała się nią moja
6-letnia córka, więc na jej pytanie: „Co to?” odpowiedziałam
zgodnie z prawdą, że planuję napisać kilka słów o tym co mnie
inspiruje, a ta kartka ma mi o zadaniu przypomnieć. „A co znaczy
inspiruje?” usłyszałam w zamian. To jest to co mnie porusza,
wywołuje emocje, pobudza, co mi się podoba – próbowałam
tłumaczyć. Wysłuchała mnie i odparła: „To napisz o gotowaniu”.
Początkowo rozśmieszyło mnie dziecięce rozumowanie, bo ja
chciałam przecież wymienić rzeczy według mnie wzniosłe, warte
miana – inspirujące. Zahaczyć o sztukę, literaturę, teatr,
sprawy którymi rzeczywiście się interesuję i dzięki którym
wymykam się na chwilę z codzienności w jakiej, jak większość
pracujących kobiet, jestem osadzona. To co czytam, oglądam,
wszelkie wydarzenia kulturalne, w których uczestniczę, dają mi
poczucie wyjątkowości, a znowuż takie wewnętrzne wrażenie
implikuje impuls, będący zastrzykiem niezbędnej do życia energii.
Słowa córki pozwoliły mi jednak spojrzeć na temat w odmienny od
zamierzonego sposób. Bo o ile regularne wyjścia do teatru, kina,
czy „połykanie” książek, pozwalają zachować na właściwym
miejscu fundament – kręgosłup intelektualny, o tyle zwyczajne być
może sytuacje, którymi potrafię się zachwycić, zaciągnąć,
sprawiają, że mam ochotę iść z uśmiechem do przodu każdego
dnia. Mocne słońce o poranku moszczące się pomiędzy blokami
osiedla, radosna piosenka w radio, miłe, szczere słowa bez okazji,
stare zdjęcia, pyszna tarta, córka wycinająca obok, przy stole,
papierowy kwiatek do laurki, herbata z plasterkiem słońca na
powierzchni, łabędzie w parku… To przychodzi samo. Rozglądam się
wokół, uśmiecham do siebie i już wiem. Kiedyś wymyśliłam taką
zabawę – otwierałam wieczorem książkę z wierszami Marii
Pawlikowskiej – Jasnorzewskiej w przypadkowym miejscu, a wiersz na
który natrafiłam stawał się albo natchnieniem dla dnia kolejnego,
zapowiedzią, pogróżką, przepowiednią lub podsumowaniem tego co
miało miejsce. W ten sposób moja zwyczajność splatała się z
poezją, a ja prostymi środkami generowałam sobie pozytywny impuls
w samo serce.

Już późno. Odświeżę tamten
zwyczaj. Zamieszczę tę notkę i sprawdzę co mi powie Pani Maria.

  

Ten wpis został opublikowany w kategorii Kategoria. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

4 odpowiedzi na .

  1. Basia pisze:

    Jak Ty pieknie piszesz, masz bardzo lekkie pióro…marnujesz sie wsrod tych drucików energetycznych… jestem dumna ze mam taką madra corke…musisz cos z tym zrobic!!

  2. zolty ser, papryka, pieprz, chilli pisze:

    Oj nie powiem, nie powiem, brakowało notek. Bardzo.
    Cieszy 😉

  3. be-be pisze:

    Jak pieknie to ujełaś..czasem nie chce sie juz zyc-tyle spraw ,problemow..a czasem wystarczy jakas ‚bzdurka'(piosenka,fajne slowo od dziecka)i juz jest milej
    dzieki Ewa
    🙂
    pozyczam sobie Twoj pomysl na przepwodnie nowego dnia

  4. adewma pisze:

    Basia: :*
    żółty ser: dziękuję
    be-be: i co sobie przepowiedziałaś?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *