.

 

Byłam ciekawa tego spektaklu, bo widziałam tę grupę mało znanych aktorów w pewnej sztuce, w bardzo ciekawym wydaniu, kilka lat temu. Liczyłam na podobne jak wtedy emocje. Zaskoczenie, zaczarowanie, napięcie. Miałam pozytywne nastawienie i świetne miejsce, tuż przy scenie. I co? I nic. Opowieść osadzono w klasztorze, a na głównego bohatera wybrano Rasputina. Tylko, że niewiele o nim było jak na mój gust. Coś tam przemycono, coś próbowano objąć jakąś klamrą, coś przekazać. Ale do mnie nie trafiło. Bo łatwo rozśmieszyć publikę pokazując trochę chudego ciała mało apetycznego zakonnika czy ubierając pulchną aktorkę w seksowne ubranko, ale za tym musi iść jakaś spójność tematyczna, ciągłość, historia musi się sprzęgać. Golizna czy głupie miny nie mogą stanowić epicentrum. Rozczarowałam się. Ale było coś co mi się podobało. Śpiew. Jeden z aktorów, w tle jakby, intonował i prowadził wszystkie rosyjskie pieśni. Miał piękny głos. Momentami nie obserwowałam tego co działo się na scenie, ale wpatrywałam w jego twarz. To jak nabierał powietrza, układał usta, pochylał głowę przy głębszych dźwiękach było ciekawsze od „kotłowaniny” na scenie.

Tak czy siak kocham teatr.


Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *