.

Ma opinię gnidy. Takiego, któremu przyjemność sprawia podpieprzanie innych i wywoływanie konfliktów. Rejestrowałam podłość jego charakteru w stopniu minimalnym, znośnym. Krótkie konflikty nie wykluczały współpracy. Ale….no właśnie….gdy odczułam tę jego partyzantkę na własnej skórze, nie umiałam zachować spokoju. Mój wybuch był niespodziewany dla mnie i być może dla niego. Wydawało mi się, że jak zwykle, podejdę do sprawy ironicznie, z lekką dozą złośliwości, powiem co mi leży na języku i upuszczę żółci na spokojnie. Ale nie. Kurde. No nie. Wydarłam się, usta mi drżały, a wzrokiem mogłabym zabić. Czułam jak mnie rozsadza, i co najgorsze wiem, że takim zachowaniem dałam mu satysfakcję. Bo on lubi doprowadzać ludzi do ostateczności. Nie żałuje słów, tylko sposobu ich wyartykułowania. Mogłam to załatwić inaczej. Mogłam. Nie udało się.

Ten wpis został opublikowany w kategorii Kategoria. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

3 odpowiedzi na .

  1. ~b pisze:

    a to chuj!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *