.

To było dla mnie wielkie wydarzenie. Pani Janda zawitała do tutejszego teatru. Bilety były bardzo drogie, ale nie mogłam sobie odmówić. Siedziałam w drugim rzędzie i miałam ją na wyciągnięcie ręki. Zagrała Shirley Valentine. Na oczach widzów z zapyziałej, zrzędliwej, niezadowolonej kury domowej przemieniła się w nowoczesną, pogodzoną z upływem czasu, optymistyczną kobietę. Wiedziałam co chce przekazać, wiele jej słów wzięłam do siebie, i być może dlatego w trakcie ostatnich oklasków łza mi się w  oku zakręciła. Zawsze można odnaleźć szczęście, nigdy nie jest za późno na zmiany, po prostu warto zrobić coś tylko dla siebie… miałam ochotę ją mocno przytulić…

Po spektaklu czekałam na artystkę z garstką fanów. Wyszła zupełnie inna kobieta od tej, którą widziałam na scenie. Poważna, zmęczona, stonowana. Nie odmówiła nam jednak. Otrzymałam autograf, ktoś pstryknął mi fotkę. Czułam się onieśmielona, ale bardzo szczęśliwa.

 

Ten wpis został opublikowany w kategorii Kategoria. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *