.

Całą sobotę spędziliśmy na wsi w gospodarstwie wujka E. Słońce, staw, żaby, łódka, namiot, piłka, grill, szukanie skarbu, książki… i rower. I to jaki rower! Niebieski Wigry 3! Bo po obiedzie pomyślałam o lodach. A do sklepiku kawałek. Mogłam pójść pieszo, ale miałam obawy co do kondycji zakupionych lodów po powrocie do domu, więc poprosiłam o rower. Miał wujek kilka, ale wspomniany Wigry 3 od razu do mnie przemówił. W pajęczynach, pordzewiały, trzeszczący, ujął mnie od pierwszego wejrzenia. Przetarłam, wyregulowaliśmy siodełko, przetestowałam go na podwórku, i dalej! Hajda! Przed siebie! Ale się jechało! W japonkach i krótkiej kiecce! Pusta ulica, szumiące pola wokół, kilka gospodarstw, zabita mysz, brudne stopy, słońce, ptaki, maki, wiatr. Jadąc na tym rowerze miałam przez chwilę co najmniej 20 lat mniej, siano we włosach i beznadziejną radość w sercu. Mogłabym tak jechać,  jechać i jechać….

 

Ten wpis został opublikowany w kategorii Kategoria. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

2 odpowiedzi na .

  1. ~ivonek pisze:

    wiem, co czulas….mam tak czasami…

    wspaniale uczucie 🙂

  2. Ewa pisze:

    chciałabym czuć się tak częściej… chyba powinnam jeździć na wieś częściej 😉

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *