.

Wybrałam się z Adamem na rowery. Wyjechaliśmy ścieżką temu przeznaczoną na obrzeża miasta, a w drodze powrotnej przetestowaliśmy nieznaną do tej pory drogę leśną. I właśnie w lesie mieliśmy okazję przeżyć ciekawą, choć trochę niebezpieczną przygodę.
Jechałam akurat przodem i wyjeżdżałam z zarośniętego na bardziej odkryty teren. Ledwo wyłoniłam się zza drzew, a z prawej strony dostrzegłam szarżującego na mnie „potwora”. Przez moment byłam zdezorientowana, nie wiedziłam co się dzieje, zwierz był bardzo blisko, raptem parę metrów ode mnie. Za nim biegł drugi, mniejszy. Przyspieszyłam, a tak samo pewnie jak ja zaskoczona „bestia” zrobiła kilka ruchów w różnych kierunkach, jakby nie mogąc się zdecydować. Przez moment myślałam, że pogna za mną! Jednak minęła mnie, przebiegła pomiedzy mną i Adamem na drugą stronę drogi i zniknęła wśród drzew.

Klępa z łoszakiem.

O rany julek. Niesamowite. Serce waliło mi jak głupie.

Ten wpis został opublikowany w kategorii Kategoria. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *