.

Rodziłam na stojąco. Najpierw długo spacerowałam po korytarzu, a potem w jakimś małym, okafelkowanym pomieszczeniu, jak się nie nadęłam!, jak się nie napięłam! tak, że z niewielką pomocą pielęgniarki wyklułam synka. Był śliczny. Owinięty w kocyk, leżał potem obok mnie na szpitalnym łóżku. Obudziłam się z przekonaniem, że przegapiłam w swoim życiu pewną szansę. Powinnam mieć troje dzieci.

W dniu poprzedzającym ten sen była u mnie koleżanka z 9-miesięczną córeczką. Napatrzyłam się. Ech.

 

Ten wpis został opublikowany w kategorii Kategoria. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *