.

Pakował się niechętnie, z ociąganiem. Biurko, komputer, ręczniki, koszule… A jak wychodził z ostatnią, przygotowaną do wywiezienia doniczką, w której wyhodował cytrynkę, to ja… już… przepraszam… dziękuję… ufff. Ten wyjazd związany jest z poprawkami niezdanych egzaminów, za półtora tygodnia przyjedzie jeszcze na trochę, ale i tak czuliśmy się tak jakby opuszczał dom na długo. Trzymałam się. Do momentu kiedy wyciągnęłam odkurzać aby posprzątać jego pokój, bo wcześniej uniemożliwiały to rozłożone wszędzie kartki i notatki. Popłakałam sobie, wysmarkałam żal, wytarłam kurze i nos, a  potem usiadłam w tym czystym, pustym pokoju i pomyślałam, że bardzo lubię taki porządek i przejrzystość. I jednocześnie nienawidzę go z całego serca.

 

Ten wpis został opublikowany w kategorii Kategoria. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

2 odpowiedzi na .

  1. ~ivonek pisze:

    zawsze wzruszaja mnie takie posty u Ciebie….czuje, ze za chwile, za momencik i ja bede miala podobnie…szkoda, ze nie mozna zatrzymac czasu…chcialabym bardzo chociaz na chwile…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *