.

Z daleka pomyślałam, że to kobieta. Długie blond włosy, kolorowy sweter, pochylona nad jakąś robótką. Nawet podchodząc do stoiska powiedziałam do Kasi – chodź, zobaczymy co Pani robi. A ta Pani odwróciła się ukazując brodę plus wielki brzuch podtrzymywany szelkami u spodni i wskazała na szyld z imieniem i nazwiskiem. 😉 Pan Dariusz porusza się przy pomocy balkonika  i robi z cuda z maleńkich koralików. Leżały przed nim sterty bransoletek, naszyjników, zwierzaczków, symboli i ludzików. Wygląd miał hipisowski, a zachowanie swobodne. Z miejsca mówił do nas po imieniu zgadując czym się zajmujemy i czego nam potrzeba. Mnie ocenił na nauczycielkę i niewiele się pomylił, bo takie było moje marzenie przecież. Podobno przyjeżdża do naszego miasta na coroczne prezentacje twórczości osób niepełnosprawnych odbywające się w Teatrze. I ja o tym nie wiem!? Opowiedział trochę o sobie. Że przez 20 lat był bezdomny, ale nie pił, nie żebrał, znalazł sposób na swoje życie – koraliki, i przez cały okres bezdomności uzbierał pieniądze na niewielkie 26-metrowe mieszkanko. Mówił wolno, wyraźnie, wibrując „r”. Wydał się spokojnym, spełnionym człowiekiem. Jak dobrze spotkać na swej drodze kogoś takiego. Kto nie pędzi, nie zazdrości, nie udaje…

 

Ten wpis został opublikowany w kategorii Kategoria. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *